Techniczny thrash metal to problematyczny gatunek. Nurt miał swoje pięć minut w drugiej połowie lat 80., gdy thrashowy szał trwał w najlepsze, a swój kawałek tortu dostawali nie tylko najpopularniejsi gracze, ale także składy z ambicjami sięgającymi znacznie wyżej. Często kończyło się to muzyką imponującą technicznie, lecz wypraną z emocji i – mówiąc brutalnie – dobrych piosenek. Cryptic Shift również z niczym się nie hamują. Na „Overspace & Supertime” ponad połowa utworów przekracza próg 10 minut, z czego najdłuższy w pakiecie „Stratocumulus Evergaol” trwa prawie pół godziny. W tej chwili złośliwy recenzent myśli sobie, że Brytyjczycy chyba zapomnieli o użyciu nożyc, bo przecież na pewno dałoby się krócej i bardziej kompaktowo… ale już po pierwszym odsłuchu krążka darowałem sobie szpileczki.
Przede wszystkim – jak przystało na tak długi materiał – dostajemy tu tonę muzyki. W największym skrócie Cryptic Shift rozwijają formułę z poprzednika, czyli techniczny thrash przeplatają elementami deathmetalowymi, a do wszystkiego dorzucają tonę elementów ze świata jazzu fusion. Mimo gęstwiny inspiracji i aspiracji zespół trzyma tę bestię w ryzach. Progresywne wygibasy są oczywiście na pierwszym planie, lecz riffy z gatunku „żyleta”, blasty czy ciężar death metalu odgrywają równie istotną rolę. Ponadto formacja nie bawi się w nadmierne popisy. Jasne, solówki zalewają słuchacza z każdej strony, ale kwartetowi z Leeds znacznie bliżej do brawury Voivod i szaleństwa Atheist niż do bycia dzikszym odpowiednikiem Dream Theater. Jestem pełen podziwu dla wielowarstwowości „Overspace & Supertime” i jednoczesnego utrzymywania słuchacza w napięciu. Na każde dzikie arpeggio czy skomplikowaną figurę rytmiczną przypada tu lawina riffów stworzonych do moshu i headbangingu. Czyli jednak da się tak zrobić – niskie ukłony.

„Overspace & Supertime” to kawał niełatwej do przebrnięcia wyprawy, ale Cryptic Shift skutecznie prowadzą odbiorcę za rękę, zamiast wrzucać go bez litości do swojego chaotycznego uniwersum. Jedna z najciekawszych metalowych premier 2026 roku? Póki co – jak najbardziej!
Łukasz Brzozowski
(Metal Blade, 2026)
zdj. Murry Deaves