Dlaczego „Floodland” to najlepszy album The Sisters of Mercy?

Dodano: 09.03.2026
Druga płyta Andrew Eldritcha i jego pomocników to klasyka gotyku, post-punka, zimnej fali… Po prostu jednorodna perła dla każdego, kto kocha mrok, ale nie tylko.

Już przed premierą „Floodland” szum dookoła Siostrzyczek był wyraźny. Debiutanckie dzieło Brytyjczyków, „First and Last and Always”, zwróciło uwagę dziennikarzy i słuchaczy. Płyta zebrała wiele ciepłych recenzji i sprzedawała się całkiem nieźle w ojczyźnie zespołu, Wielkiej Brytanii, a także w Niemczech. Co prawda żaden z singli nie stał się międzynarodowym, a nawet lokalnym hitem z prawdziwego zdarzenia, ale z perspektywy czasu nie ma to większego znaczenia. The Sisters of Mercy zbudowali wierne grono fanów, które rosło z dnia na dzień, w dużej mierze dzięki przeżywającej swoje pięć minut scenie gotyckiej. Eldritch czuł jednak, że to dopiero początek, a nie dotknięcie szklanego sufitu i miał rację. 

ZMIANA KIERUNKU

Debiut składu z Leeds miał wiele przebojowych momentów, ale był w dużej mierze konwencjonalną płytą z gotyckim rockiem. Świetną, lecz jednak niekoniecznie spektakularną. Jasne, Andrew i spółka mieli szerokie spektrum wpływów, sięgające wpływów rockowych klasyków z lat 60. czy 70., lecz jeszcze nie uzyskali czegoś na kształt „składnika X” – czegoś, co wybiłoby ich wysoko ponad resztę. Na „Floodland” takie się pojawiło. Stymulowany najróżniejszymi używkami – przede wszystkim kokainą – lider grupy wskoczył na wyżyny charyzmy i bezczelności. Pewnie w życiu sam by tego nie przyznał (a przynajmniej nie bezpośrednio), aczkolwiek czuł się lepszy od innych i musiał to udowodnić. Dzięki temu „Floodland” jest materiałem na wskroś gotyckim, a jednocześnie oryginalnym do bólu. Melancholijnym i tanecznym. Nierzadko poważnym, a jednocześnie podanym z dużą dozą ironii czy puszczeniem oka. Megalomania Eldritcha i jego zapatrzenie w siebie przyniosły pożądane efekty. Często bywa tak, że nadmierna wiara we własne możliwości nie popłaca. Tutaj dostaliśmy idealną odwrotność tej zasady. 

EVERGREENY

To w jakimś stopniu rozwinięcie poprzedniego akapitu. „Floodland” stoi hitami – jednymi z najlepszych, najbardziej bezczelnych i po prostu najbardziej okazałych w historii rocka gotyckie i okolic. Zabawnym jest, że Andrew przez lata odżegnywał się od bycia częścią tego gatunku (podobnie jak post-punka), wyśmiewając jego przedstawicieli, a nawet grożąc pozwami recenzentom wrzucającym The Sisters of Mercy do tego wora. Przynajmniej tak głosiły miejskie legendy. Czego by tam sobie ten ekscentryczny artysta nie wymyślił, wiemy jedno: gwiazdorskie kaprysy nie mają znaczenia w kontekście songwritingu. Każdy, kto chociażby otarł się o gotyckiego rocka czy post-punka zanuci motyw basu z „Lucretia My Reflection” na zawołanie. Nie da się nie kochać tych chórów w „This Corrosion” – z jednej strony szalenie pompatycznych, a z drugiej brzmiących jak zdekonstruowany gospel pod dziką imprezę dla wampirów. Otwierający „Dominion” / „Mother Russia” to z kolei jeden z najlepszych albumowych openerów w swojej dekadzie, a konkurencję ma przecież ogromną. Szukanie słabego punktu jest tu bezcelowe, bo wspomniałem tylko o evergreenach, a niewymienione piosenki w niczym od nich nie odstają.

TROCHĘ PRZEWÓZKI, TROCHĘ POWAGI

Znacznie większe stężenie hitów niż wcześniej, a także warstwa tekstowa – to najważniejsze zmiany w porównaniu do wcześniejszych wcieleń The Sisters of Mercy. Przy „Floodland” Eldritch miał o czym pisać, ponieważ między premierą tego krążka a debiutem wydarzyło się u niego bardzo wiele rzeczy. Toczył walkę z byłymi zespołowymi kolegami, którzy założyli The Sisterhood (przemianowane przez jego działania na The Mission), przeprowadził się do Hamburga i w zasadzie postawił Siostrzyczki do pionu prawie od zera. Zawartość tekstowa „Floodland” opiewa w szerokie spektrum tematyczne. Z jednej strony mamy autobiograficzne „1959”, opowiadające o niewinności dzieciństwa. „Dominion” / „Mother Russia” jest wynikiem obserwacji wynikającej z działań Ameryki i Rosji w czasie międzynarodowego chaosu panującego w Europie po katastrofie czarnobylskiej. „Lucretia My Reflection” to z kolei utwór o Patricii Morrison – Amerykanka była wtedy świeżą członkinią zespołu, ale na albumie się nie pojawiła. Największą perełką jest z kolei „This Corrosion”, czyli bezpośrednia przewózka Wayne’ie Husseyu z The Mission. Gdy ten grał jeszcze w The Sisters of Mercy, Andrew uznawał jego teksty za pełne klisz i pozbawione znaczenia. W związku z tym postanowił napisać kawałek, którego zawartość liryczna miałaby parodiować jego styl. Chamska zagrywka? Totalnie. Udana? Jak najbardziej.

SUKCES

Jak wspomniałem, „First and Last and Always”, sprzedawało się całkiem przyzwoicie i dało zespołowi wielu fanów, ale to jeszcze nie był wybuch. Ten przyszedł właśnie z „Floodland”. W przeszłości single nie trafiały na listy przebojów? Bez problemu – „This Corrosion” znalazł się w pierwszej dziesiątce zestawienia najgorętszych kawałków w Wielkiej Brytanii i w Irlandii, przy czym w Niemczech załapał się na 17. lokatę. „Dominion” i „Lucretia My Reflection” również poradziły sobie dobrze – Siostrzyczki wreszcie doczekały się hitów docenionych nie tylko przez wiernych sympatyków, ale także przez główny nurt. Ostatecznie krążek rozszedł się w kilkuset tysiącach egzemplarzy na całym świecie. Najlepiej poradził sobie w Europie, lecz znalazł się także wśród najchętniej kupowanych płyt w Nowej Zelandii, a nawet w USA. Nic dziwnego. Z takimi piosenkami nie mogło skończyć się inaczej. 

Po „Floodland” The Sisters of Mercy nie byli najbardziej aktywnym zespołem, jeśli chodzi o studyjne poczynania. Ostatnim krążkiem grupy pozostaje następca omawianej tutaj płyty, czyli znacznie bardziej rockowy „Vision Thing” z 1990 roku. Szczerze? Szanuję to podejście. Wiele zespołów robi, co może, by przedłużyć swój byt, często nagrywając średnie lub słabe materiały. Siostry Łaski dały światu trzy wielkie materiały i zamknęły drzwi do skarbca. Na szczęście wciąż koncertują. Pamiętajcie o tym, bo grupa pojawi się w Polsce dwukrotnie – 22 października w A2 i dzień później w Progresji. Bądźcie tam, a wszyscy przetańczymy całą noc!

Łukasz Brzozowski

Bilety na koncerty The Sisters of Mercy złapiecie TUTAJ. 

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas