Emma Ruth Rundle – „These Killing Times”. Jesieniarska uczta

Dodano: 12.10.2026
Kochana przez metalowców singer-songwriterka miała nosa, wydając nowy album we wrześniu. Jest wybitnie zadumany i mroczny, a przy tym brzmi tak dobrze, jak Emma nie brzmiała od dawna.

W ostatnich latach nie była w najlepszej formie. Co prawda sama na pewno uznałaby inaczej, ale wiem swoje. Doceniam szereg odważnych ruchów podjętych w przedziale „Engine of Hell” – „Music from the Bella Vista”. Przerzucenie się na niemal stuprocentowo solowe działanie i odejście od gitarowych struktur to sprawa godna poszanowania. Zawsze kibicuję muzykom, dokonującym zwrotu o 180 stopni. Niestety problemem był poziom tych płyt. Brakowało im substancji. Neurotyczne kompozycje Rundle, oscylujące między ambientem, minimalizmem, folkiem i odrobiną nowoczesnej muzyki poważnej, momentami nudziły. Brzmiały jak intrygujący eksperyment, ale nie szarpały za serce, a przecież to jej największa specjalność. Na szczęście na „These Killing Times” razem z gitarami wracają porywające piosenki.

 Podczas niedawnej sesji „Ask Me Anything” na Reddicie artystka zaznaczyła, że celem „These Killing Times” było połączenie wątków ze wszystkich poprzednich płyt. O ile w wielu przypadkach oznacza to wyprztykanie się z pomysłów i paniczne grzebanie w przeszłości, o tyle nowy album Rundle faktycznie brzmi jak pocztówka z niemal całej kariery. Jednocześnie nie mówimy o prostej stylizacji na „Marked for Death” czy „On Dark Horses”, tylko przedstawieniu siebie w nowej odsłonie. Otwierające „Powerless” charakteryzuje się typowym dla Emmy kontrastem między totalną zwrotkową apatią i wybuchem emocji w refrenie, ale z większym elementem rocka alternatywnego z lat 90., zwłaszcza tej jego nonszalancji. „Enough” to z kolei sprawne wejście – oczywiście z autorskim sznytem – na terytorium bliskie Alice in Chains, a „Anvil” czy „Don’t Delay Heaven” łamią mi serce swoją intymnością i szczerością. Zarówno bardziej metalowe, jak też folkowe i ambientowe segmenty krążka są wykonane z równym poziomem emocji – bez teatrzyku, surowo jak diabli, z iskierką nadziei w tle.

Te numery są mroczne, snują się, mają w sobie coś bardzo ostatecznego, a jednocześnie dodają sił. W najlepszych momentach kariery Emma Ruth Rundle strzela w środek duszy. Wszystko wskazuje na to, że „These Killing Times” jest takim momentem.

Łukasz Brzozowski

(Errant Child, 2026)

zdj. materiały artystki 

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas