Na debiutanckim „Seven Chalices” i pół dekady młodszym „Death” Teitanblood dokonali czegoś wielkiego. Hiszpanie stworzyli przepełniony zarazą i okultystycznymi wyziewami black/death metal, który nie dość, że naturalnie wpadał w przegródkę war metalu, to jeszcze był najbardziej intensywną rzeczą w gatunku od czasów Blasphemy. Bo nie chodziło tylko o najbardziej zgruzowane brzmienie i jaskiniowe riffy, tylko o wykreowanie w pełni autentycznej atmosfery grozy. Niestety, coś się skończyło – przynajmniej na chwilę – ponieważ już „The Baneful Choir” z 2019 roku sprawiało wrażenie materiału dużo bardziej ucywilizowanego i, jak na tę niszę, grzecznego. Tegoroczna „From the Visceral Abyss” na szczęście nie powiela tego trendu. Czwarty album składu z Madrytu przeraża i tłucze słuchacza w nieskończoność. Niby oczywista sprawa, niby nigdy nie złapali jakiejś wielkiej zadyszki, ale trudno nie wpaść w zachwyt, myśląc, że to już 22 lata, odkąd ten szyld istnieje.

Już od początku zespół zrzuca wszystko, co okropne, zaczynając lekką zmyłką. „Enter the Hypogeum” przez pierwszą minutę z hakiem brzmi jak producencka wtopa, jakby ktoś przykładał dyktafon do ściany, lecz gdy już atakuje hałasem rozkręconym do oporu, wiemy, o co chodzi. Ale najważniejsze jest podejście zespołu do songwritingu. Mniejszą rolę odgrywa czytelność riffów, zbyt mocno przytępiająca ostrze „The Baneful Choir”, a większą atmosfera wszechogarniającego chaosu. I znów, podobnie jak na „Death” Hiszpanie rozciągają te numery do abstrakcyjnych jak na gatunek rozmiarów rzędu nawet 14 minut (jak w „Tomb Corpse Haruspex”), nie wpadając w nudę. Teitanblood po prostu topi nas w smole, nie zważając na nic, a przy okazji najskuteczniej kreując z tych ekstremalnych obrzydlistw amalgamat wcielonego zła. Nigdy wcześniej twórcy „From the Visceral Abyss” nie stworzyli z mieszanki black i death metalu tak jednorodnego materiału. Tutaj nie myślicie, czy słychać więcej tego lub tamtego, tylko czekacie na wybite zęby. Co więcej, przy najbardziej pogrążonym w chaosie numerze tytułowym skala zniszczeń jest tym większa, bo grupa wpada wręcz w grindowe obszary szału. O to chodzi.
„From the Visceral Abyss” jest jedną z najbardziej paskudnych i złowrogich płyt tego roku. Szukacie piekła na ziemi? Tu je dostaniecie. W przypadku takich albumów termin „war metal” ma sens – bo brzmią jak muzyczna ilustracja wojny tak srogiej, że trudno w nią uwierzyć.
Łukasz Brzozowski
(Norma Evangelium Diaboli, 2025)
zdj. materiały zespołu