Vomitory – „In Death Throes”. Druga liga death metalu w najlepszej opcji

Dodano: 10.04.2026
Ci Szwedzi nigdy nie byli szczytowymi reprezentantami metalu śmierci, po prostu łupali solidnie i w zgodzie z rzemiosłem. „In Death Throes” jest potwierdzeniem tej tezy.

Vomitory zawsze byli zespołem, który dowoził jakościowe rzeczy. Rzadko kiedy wchodzili powyżej dobrego poziomu (uważam, że jedynym wyjątkiem od tej reguły jest „Revelation Nausea”, na upartego dodałbym też debiut), lecz nigdy nie spadli poniżej. Blasty, riffy mocy, okazjonalne wejścia w d-beat, zwolnienia… Nikt tutaj nie wychodzi z pułapek schematów, ale czy musi? Dobrze wiedzieć, że w życiu są pewne stałe. „In Death Throes” to właśnie taka stała. Death metal w wersji meat and potatoes. Nie zmieni waszego życia, ale na te niespełna 40 minut zagłuszy wszelkie problemy z nim związane.

Już od otwierającego „Rapture in Rupture” doskonale wiemy, z czym to się je. Załoga z Karlstad właściwie od początku wrzuca szósty bieg, od razu pokazując, z czym będziemy mieli do czynienia. I znów – brzmią jak oni, czyli Szwedzi, którzy z jakiegoś powodu nie brzmią po szwedzku, prezentując podejście do gatunku bliższe płytom Malevolent Creation z drugiej połowy lat 90. czy nawet największym hitom Deicide. Szczerze? W to mi graj. Nawet jeśli zdarza im się chwilami przynudzać (jak chociażby w tych bardziej marszowych sekcjach „The Zombie General”), wrażenia z lektury tegorocznego krążka tych weteranów są jak najbardziej pozytywne. Prosto, do przodu, z blastem, z d-beatem, bez zbędnego kombinowania. Tak to się robi. Eksperci.

Słowem podsumowania: jeśli death metal w oldschoolowej wersji przyszykowanej na bazie powyżej przytoczonych wątków to wasz konik, „In Death Throes” przypadnie wam do gustu. Jeśli nie lubicie… i tak włączcie. Do siłowni czy biegania nada się idealnie.

Łukasz Brzozowski

(Metal Blade, 2026)

zdj. materiały zespołu

Nowy album Vomitory kupicie TUTAJ

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas