Worm – „Necropalace”. Pałac sera i kiczu

Dodano: 16.02.2026
Na nowej płycie duetowi z USA i Kanady puszczają wszelkie hamulce. Znajdziecie tutaj rzeczy świetne, straszne również, a do tego kompozytorską brawurę połączoną z ułańską fantazją.

Pierwsze trzy albumy Worm były jak najbardziej poprawnym i dobrze wymyślonym, ale w gruncie rzeczy nieco statecznym death/doom metalem. Zespół robił wszystko, jak należy – ciskał w słuchacza ciężkimi riffami, oblekał je w zamaszyste melodie, a mimo tego brzmiał po prostu fajnie, lecz nie zachwycał. Rewolucja przyszła z EP-ką „Bluenothing”, gdzie do tego zrobaczałego krajobrazu dołączyły wątki blackmetalowe i gęsto eksponowana gitarowa wirtuozeria. Materiał z 2022 roku dał grupie więcej uwagi słuchaczy od poprzedników, więc nic dziwnego, że „Necropalace” ma bliżej akurat do niego, a nie na przykład do „Foreverglade”. Tegoroczne dzieło Phantom Slaughtera i Wrotha Septentriona jest pełne wszystkiego. To kraina sera, rzeczy powszechnie uznawanych za przestarzałe, zajeżdżające naftaliną, a przy okazji też dobrych riffów.

Nie zdziwię się, jeśli „Necropalace” będzie dla Worm przełomem. Wejście w mrok black metalu i poluzowanie gatunkowych kagańców to najlepsze, co mogło im się przytrafić w kwestii pogoni po sławę. Słuchacz szukający ciągłej zmiany bodźców i efekciarskości będzie po prostu zachwycony. Czego tu nie ma?! Już od otwierającego (nie licząc intro) utworu tytułowego formacja zasypuje nas różnościami. Septentrion osacza solówkami, których nie powstydziłby się Jeff Loomis, a do tego ma w zanadrzu i riffy ciężkie jak kamień, i melodie hołdujące metalowi progresywnemu. Slaughter z kolei przywołuje wspomnienia z okolic symfonicznego black metalu trendującego na przełomie wieków. Ten tani, a jednak przekonujący mrok hołduje nie tylko złotym latom Cradle of Filth, ale momentami ma blisko nawet do Dimmu Borgir z „Enthrone Darkness Triumphant”. Do tego na finał rzucono „Witchmoon: The Infernal Masquerade” z gościnnym udziałem Marty’ego Friedmana, które w drugiej połowie staje się festiwalem wymiany solówek godnych temu, co znamy z „Hangar 18” Megadeth! Wszystko tu gra i buczy.

„Necropalace” to bardzo kiczowata, a przy tym świadomie skomponowana muzyka. Mimo kilku chwil, gdy unosiłem brew tak wysoko, że wyżej się nie da, nie jestem w stanie oderwać się od nowego albumu Worm. Ktoś tu wreszcie odnalazł swój styl i czuje się w nim jak ryba w wodzie. Gratulacje.

Łukasz Brzozowski

(Century Media, 2026)

zdj. Doomvana

Nowy album Worm kupicie TUTAJ

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas