Przymierzając się do przekrojówki z tym szwedzkim artystą uznałem, że nie pójdę na łatwiznę. W związku z tym nie przeczytacie w tym tekście o ani jednej płycie Edge of Sanity, Nightingale, Bloodbath czy Pan.Thy.Monium lub solowym „Moontower”, czyli przedsięwzięciami, z którymi Dan jest najlepiej kojarzony. Zamiast tego sięgnięmy do głębin jego skarbca.
TA PRZEUROCZA: Unicorn – „Emotional Wasteland” (Mellow)
Wyobraźcie sobie Nightingale, lecz pozbawione hardrockowego budulca stanowiącego podporę utworów i z progrockiem wysuniętym na front – oto Unicorn. Debiutancka płyta szwedzkiego trio była niezła, lecz dopiero „Emotional Wasteland” ukazała pełnię możliwości składu. Oczywiście drugi longplay Jednorożca w żadnym wypadku nie burzy muzycznych barier ani nic z tych rzeczy, ale jest po prostu uroczą, szalenie przyjemnym albumem – idealnym na letni wieczór. To neoprog z naciskiem położonym na coś, co nazywam „słoneczną melancholią”. Gdzieś w tle przewija się smutek, lecz największą uwagę zwraca słodycz melodii, przy których nie sposób się nie uśmiechnąć. W największym skrócie: gdyby przetłumaczyć Marillion na język soft rocka lat 80. i musnąć to wszystko odrobiną alt-rocka z następnej dekady, powstałby właśnie ten materiał. Już otwierający numer tytułowy rozczula od pierwszego dźwięku i sekwencji tęsknych akordów w zwrotce. Fanom rzewnych ballad z pewnością spodoba się „Hiding Again”, a progresywne ambicje – przefiltrowane przez otulającą aurę – wybrzmiewają w „Alter Before”. Cudna rzecz. Nie tylko dla fanów proga.
TA DZIWACZNA: Karaboudjan – „Srobdj” (Relapse)
Absolutne przeciwieństwo miękkości i sympatycznej aury Unicorn. Karaboudjan to zespół, przy którym nawet niektóre figle w Pan.Thy.Monium wydają się całkiem zwyczajną muzyką. Założony w 2001 roku projekt Swanö jest owiany tajemnicą. Ot, nagrał EP-kę (prawie w całości samodzielnie) i właściwie od razu po niej spakował przedsięwzięcie do trumny. Szkoda, ponieważ „Srobdj” to kawał fajowej muzyki, nawet jeśli chaotycznej i niekoniecznie dopiętej na ostatni guzik. Trudno ocenić, jaka estetyka dominuje na tym 20-minutowym mini-albumie. Z jednej strony mamy metal progresywny rozciągający się od ekwilibrystyki godnej Dream Theater aż po awangardę rodem z najbardziej wywrotowych albumów Voivod. Gdzieś po drodze pojawiają się też deathmetalowe echa, nie sposób zapomnieć również o pojedynczych doomowych tąpnięciach. Jest to płyta z gatunku „ręka, noga, mózg na ścianie”, ale słuchaj się jej zaskakująco przyjemnie, bo ciągłe susy Dana w różnych kierunkach brzmią angażująco. Na przykład w „Den svarta ön” wszystko startuje od niemal gothmetalowego marszu, by szybko przejść w jazzujące latino terytoria kojarzące się z „Elements” Atheist i eksplozję hałasu niczym w Mr. Bungle. Takie coś to ja rozumiem.
TA NAJNOWSZA W ZESTAWIE: Witherscape – „The Northern Sanctuary” (Century Media)
Swego czasu Century Media mocno promowała ten album – podobnie jak jego poprzednika – ale Witherscape przepadło właściwie z dnia na dzień. „The Northern Sancturary” ukazała się 10 lat temu, następcy brak, a że nie była to wielka metalowa sensacja, ludzie szybko znaleźli sobie inne rzeczy do słuchania. Żeby nie było – absolutnie zrozumiała sprawa, a jednak trochę szkoda, ponieważ druga płyta duetu w osobach bohatera tego tekstu plus Ragnara Widerberga brzmi jak esencja twórczości tego pierwszego. Znajdziemy tu zarówno nasączony klasycznym heavy metalem prog, odrobinę death metalu, hymniczne refreny, jak i zawiłe konstrukcje. Jest na tym krążku parę bardzo mocnych strzałów. Brzmiący jak King Diamond mierzący się z metalem śmierci „Wake of Infinity” to jeden z nich – zwłaszcza dzięki rozmarzonemu refrenowi. „In the Eyes of Idols” może być z kolei największym przebojem Dana od czasów „Black Tears” Edge of Sanity. Świetnie działa także krzyżujące shoegaze z ejtisową ckliwością „Marionette”. Mamy w czym przebierać. Nie jest to przełomowe dzieło Swanö, ale bardzo solidne i zostające w głowie – już na pewno.
Obecnie Dan Swanö jest zajęty przede wszystkim wznawianiem kolejnych materiałów Edge of Sanity i Nightingale – oraz oczywiście robotą producencką. Nie spieszy mu się, by nagrywać kolejne wspaniałe materiały, ale rozumiem to, bo co miał zrobić, już zrobił. Mimo wszystko czekam gorąco na jakąś nówkę z jego obozu. W końcu takiej wyobraźni, takiego growlu i takiego śpiewu w ekstremalnym metalu nie ma dosłownie nikt.
Łukasz Brzozowski
zdj. materiały Century Media