Na początku lat 90. Poznaniacy przełamali trwającą w Polsce koniunkturę na metal z gatunku „spinka, diabeł, 100% powagi”. Nie żeby było to wówczas nowe zjawisko w skali globalnej (crossover thrash, hello?!), lecz nad Wisłą Kwasożłopy wniosły sporo nowej energii. Postawili na metal osadzony w thrashowej tradycji, a przy tym bardziej otwarty na krzyżówki z innymi nurtami – zbudowany w oparciu o humor i przymrużenie oka, a nie podkówkę z ust. Z perspektywy czasu miało to swoje plusy, ale może nawet więcej minusów. Okazało się, że szalenie zabawne dowcipy Acids bawią najczęściej tylko raz, a muzyka z ich najwcześniejszych płyt była nie najgorsza w kontekście rzeczywistości postpeerelowskiej, lecz na dłuższą metę nie broniła się dużo lepiej od wielu koszmarków sygnowanych logo Metal Mind Productions. Szczęśliwie dla zespołu i niemałej części publiki poziom muzyki wzrósł niespodziewanie, wręcz o parę klas, za sprawą „Infernal Connection”.
BRZMIENIE
Płyty Acid Drinkers od „Are You a Rebel?” do „Vile Vicious Vision” miały wiele wad. Jedną z tych najistotniejszych była produkcja. Wiadomo, młode chłopaki, bardzo ograniczone możliwości Polski wprowadzonej z dnia na dzień w macki dzikiego kapitalizmu… Ale mimo wszystko spora część wyborów estetycznych zespołu z Wielkopolski była wyjątkowo dyskusyjna – i to nawet na tle koszmarków z poprzedniej dekady. Debiut czy „Dirty Money, Dirty Tricks” sprawiały wrażenie muzycznych substytutów szalenie dynamicznego wymachiwania pudełkiem zapałek lub grzmocenia tarką do sera o ścianę. „Strip Tease” czy „Vile Vicious Vision” nie prezentowały się na ich tle znacznie korzystniej. „Infernal Connection” już jak najbardziej. Tłusta, zbasowana produkcja, gitary z obniżonym strojem i ogólna potęga – tak brzmiały Kwasożłopy w 1994 roku. Nieporadność wcześniejszych materiałów została tu wycięta w pień. Posłuchajcie tylko utworu otwierającego czy „Anybody Home”. Acidzi weszli na nowy poziom i zaakcentowali to pod każdym względem.
MNIEJ JAJCOWANIA
Nie chodzi wyłącznie o samą produkcję, a o całokształt. Przy „Infernal Connection” Acid Drinkers zmienili się na wielu płaszczyznach. Poważniejsza zrobiła się tematyka tekstów, a same numery były zdecydowanie bardziej zwarte, konkretniejsze. To już nie ta sama żonglerka wpływami co na poprzednikach. Glamowe wtręty, zabawy w country czy kurioza w stylu coveru Metalliki z Edytą Bartosiewicz nie odnalazłyby się na takiej płycie. W przypadku piątego krążka grupy wciąż rozmawiamy o thrashu, lecz czerpiącym przede wszystkim z nowojorskiego hardcore’a i częściowo z rodzącego się wówczas groove metalu. Dzięki obranemu kierunkowi zespół zabrzmiał ciężej, intensywniej, a przede wszystkim konsekwentniej niż kiedykolwiek wcześniej. Podziękowania za taki ruch należą się Litzy i Popcornowi, którzy bardzo chętnie pchnęli muzykę właśnie w tę stronę. Strażnicy tradycyjnych rock-metalowych wartości – w osobach Ślimaka oraz Titusa – przez długi czas zwlekali, nie byli do tego nastawieni zbyt entuzjastycznie. Ostatecznie się ugięli. Całe szczęście.
MINUSY
Nie jest jednak tak, że „Infernal Connection” to idealny materiał. Jest jednym z najmocniejszych punktów w dyskografii zespołu, ale ma swoje rysy. Przede wszystkim: wokale Titusa. One zawsze stanowiły problem i ta płyta nie stanowi wyjątku. Jego wysilony, pokracznie udawany brytyjski akcent w połączeniu z manierą stojącą na pograniczu nieintencjonalnego pastiszu psuły muzykę Acids niemal na każdym etapie. Gdy słucham tych popisów piosenkarskich w „IQ Cyco” lub „Drug Dealer” (z melorecytacją na pierwszym planie, zapnijcie pasy!), nóż sam otwiera się w kieszeni. Druga sprawa: „Track Time: 66.6 sec.”. Do tej pory nie wiem czy to żart, czy nie do końca, ale ta parodia death metalu nie jest ani zabawna, ani dobra – podobnie jak growle Litzy. Scratche w „Dancing in the Slaughterhouse” również prowokują mimowolne uniesienie brwi, lecz to można jeszcze przełknąć. Warto jednak dodać, że ta płyta (w zestawie z „The State of Mind Report” i „High Proof Cosmic Milk”) jest ich najrówniejszą i pozbawioną większości wad, które nierozerwalnie się z nimi kojarzą.
„Infernal Connection” często uznaje się nie tylko za szczytowe osiągnięcie Acid Drinkers, ale także za jedno z mocniejszych nagrań w historii polskiego metalu. Status krążka poniekąd stał się klątwą i punktem referencyjnym dla wszystkiego, co Poznaniacy robili później. Wyłączywszy wzmiankowane wyżej „The State…” i „High Proof…” grupa niemal zawsze nawiązywała do tego albumu, niejako pokazując, że nic lepszego już nie wymyśli. No cóż, grunt to samoświadomość.