NU-METAL: DRUGA DYWIZJA

Dodano: 18.09.2026
Bo nie chodzi tylko o Limp Bizkit, Korn, Deftones czy Slipknot. Nu-metal w złotych latach to także masa zawodników z drugiego planu. Czasami nie mieli szczęścia, czasami nie byli aż tak przebojowi jak bardziej znani koledzy, ale pisali świetne numery.

Nu-metal to o tyle zabawny gatunek, że postrzegam go jako zjawisko pozbawione środkowej strefy, czyli rzeczy fajnych i niezłych. W przypadku tego nurtu jest albo cudownie, albo bardzo źle. Po prostu przyjemnych reprezentantów znajdziecie mniej niż więcej, z czego paru w tym artykule. Zapraszamy!

SPINESHANK

Zawsze byli mroczniejsi i ciężsi od większości numetalowych konkurentów. Wynika to z dwóch rzeczy: powstali w czasach, gdy nu-metalu nie nazywało się nu-metalem, a ich inspiracje to Fear Factory czy Pantera, nie Faith No More. Spineshank grali przysadziste riffy mocno ciągnące w kierunku industrialu. Przytłoczenie, nie zabawa. Powaga, nie śmieszkowanie.

(HED) P.E. 

Tutaj sytuacja jest odwrotna, a pierwiastek Faith No More (których chyba możemy określić jako proto-numetalowców) mocno wyczuwalny. (hed) p.e. zawsze podchodzili do muzyki w mocno rozrywkowy sposób. Rock krzyżował się tu z punkową bunczucznością, a metal z licznymi wątkami hiphopowymi. Skutkowało to kawałkami skocznymi, wpadającymi w ucho i przebojowymi.

CRAZY TOWN

Jedyny, ale za to jaki przedstawiciel kategorii „one hit wonder” w zestawieniu. Wszyscy znają „Butterfly”, parę osób kojarzy „Revolving Door” i to w sumie tyle. Mimo tego Crazy Town byli niezłą kapelą. Ich nu-metal wpadał w alternatywnego rocka, dysponował licznymi melodiami. Idealny wakacyjniak do całowania się na ławce z sercową sympatią. Piękna sprawa.

COAL CHAMBER

Zdecydowanie poważniejsi niż wielu innych numetalowców, a przy tym – co normalne jak na ten nurt – edgy jak diabli. Coal Chamber zawsze mieszali agresję z ponadnormatywnymi ilościami groove’u, dzięki czemu ta muzyka bujała jak szalona, a przecież o to chodzi w nu-metalu. Czasami zdarzały im się nawet wątki „gotyckie”, również typowe jak na swój czas. 

SEVENDUST

Formacja z Atlanty to z kolei inna typowa odmiana nu-metalu z przełomu wieków, gdy nisko zestrojone gitary krzyżowały się z ultraprzebojowym i ultrabezpiecznym post-grunge’em w wydaniu „eska rock core”. Największy atut grupy? Przede wszystkim wokal: charakterny i technicznie w punkt. Lajon Witherspoon miał i ma głos jak dzwon. To on dźwiga te hity.

ILL NIÑO

Wątki hiszpańskojęzyczne są szalenie ważną sprawą w numetalowych dziejach. Ill Niño stanowią tego najlepszy przykład. W swoim czasie brzmiało to ciekawie. Wyobraźcie sobie nu-metal, odrobinę zrywów na metalcore i doprawcie to kojącymi latynoskimi melodiami oraz południowoamerykańskim folkiem. Na debiucie grupy rzeczone połączenie działało.

KITTIE

Kanadyjskie Kittie zawsze doprowadzało nu-metal do ekstremy – na różne sposoby. Czasami pchało go w ramiona death metalu, czasami miało w sobie wręcz post-hardcore’ową emocjonalność, a jeszcze kiedy indziej oferowało okołokornowe dziwactwa. Od noise rocka po EDM. Bardzo dobrze się do tego wraca, zwłaszcza dzisiaj.

MUSHROOMHEAD

Zespół z gatunku „po prostu fajne”, co w nu-metalu stanowi rzadkość. Mushroomhead znane jest głównie z tego, że noszą maski i wymyślne kostiumy, zupełnie jak Slipknot, ale robili to przed Slipknotem. Kropka. Muzycznie proponowali jednak ciekawą hybrydę numetalowych brzmień z industrialem i mocno zbasowanym groove’em. W skrócie: „takie do posłuchania”.

ULTRASPANK 

Ultraklaps? W głowie kleją mi się różne obrazy, ale oprócz wątpliwej nazwy Ultraspank mieli na stanie spoko przeboje. Mieli podpisane papiery z Epic, ale na nic to, bo wydane przez nich dwie płyty sprzedawały się marnie, więc zespół prędko się rozleciał. Jeśli szukacie rozwścieczonego nu-metalu z czutką na dobre refreny, ten skład jest dla was.

TRAPT

Gdyby zapytać zespół Trapt, czy grają post-grunge, czy może jednak nu-metal, najpewniej odpowiedzieliby: „Tak”. Załoga z Los Gatos zawsze była umiejscowiona idealnie między dwoma nurtami. Oznaczało to, że edgy aurę miksowali z radiowymi do bólu refrenami. Nic wielkiego, ale wpada w ucho, a czasami przecież dokładnie o to chodzi.

Skoro przygotowałem tę subiektywną listę, to przypomnę, że otwierające ją Spineshank i (hed) P.E. wystąpią na jedynym koncercie w Polsce. Rzucajcie wszystko, kupujcie bilety i widzimy się 16 października w RudeBoyu!

Łukasz Brzozowski

Bilety na koncert Spineshank i (hed) P.E. kupicie TUTAJ

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas