Od razu wprost: inauguracyjny materiał stołecznego trio nie jest wymyślaniem koła na nowo. Jeśli nurt tzw. cavernous death metalu – popularny już od kilkunastu lat – wam pasuje, na pewno polubicie się z tym trzyutworowym materiałem. Mimo wielu wariacji i całkiem zgrabnych przejść z blastomanii do doomowych walców drogowych brzmienie oraz aura „Promo 2026” zdecydowanie zwyciężają nad piosenkami jako takimi. Człowiek ma tu w pierwszej kolejności wlecieć w bajoro, a dopiero później analizować wszelkie szczegóły.

Oczywiście słyszymy tu też liczne patenty, z których korzystają młodsi reprezentanci nurtu. Na przykład w „Putrid Opulence of Creation” wszystko wychodzi od kłusu w średnim tempie, godnego Cerebral Rot, by po czasie zaskoczyć eksplozją chaosu godną Immolation, doomowym zwolnieniem w guście najwcześniejszego Paradise Lost… A na finał dostajemy grobowe melodie i bagno rodem z Finlandii. Całkiem nieźle, prawda? Oprócz tego zespół ma także inne sztuczki. Potrafi zmielić marszową rytmikę Bolt Thrower ze sprintem Death z okresu „Scream Bloody Gore” albo wejść w rejony berserku niczym Cannibal Corpse z „Butchered at Birth”. Tak to się robi.
Purulentum zobaczycie już 10 listopada podczas warszawskiej odsłony festiwalu Death Is Not the End. Jeśli jesteście fanatykami gruzu – a musicie być, skoro to czytacie – bądźcie tam.
Łukasz Brzozowski
(wydawnictwo niezależne, 2026)
zdj. materiały zespołu