Amon Amarth – „The Allfather Awakens”. Wikingowie utrzymują równy poziom

Dodano: 28.08.2026
Jak podkreślają członkowie zespołu, styl Amon Amarth od lat jest konkretny i stabilny. Najnowszy album potwierdza słuszność tych słów.

Niektórzy mogli jednak myśleć, że dojdzie do przewrotu – przynajmniej częściowego. Gdy Szwedzi opublikowali drugiego singla promującego płytę, „Upphaf”, odkryli swoją folkową stronę. Nigdy wcześniej nie zaproponowali pełnowymiarowej akustycznej kompozycji (dodajmy: bardzo kompetentnie zrobionej), a że metalowe rewolucje z dnia na dzień wcale nie są rzadką opcją, taki kierunek nie byłby nieoczywisty. Nic bardziej mylnego. Cała reszta „The Allfather Awakens” reprezentuje esencjonalne cechy Amon Amarth. Jest potężnie, epicko, melodyjnie, a przede wszystkim stadionowo. Nic dziwnego, że kwintet w ostatnim czasie zabiera się za podbój hal koncertowych.

Już na wejściu jest gęsto. Otwierający płytę „Gjallarhorn” startuje od melodii z gatunku „wezwanie do walki” i gotowej do nucenia melodii, a co jest dalej – łatwo przewidzieć. Amon Amarth proponują dynamiczne, a przy tym rytmiczne riffy, które od razu zapamiętacie i będziecie nudzili na koncertach. Dla fanów mocniejszego nacisku na groove bezproblemowo sprawdzi się „Kvasir’s Blood” – z tym niemal rock’n’rollowym motywem oraz growlami Johana Hegga tak głębokimi, że niemała część deathmetalowej konkurencji wymięka. Bardzo podoba mi się też najbardziej żwawy i intensywny „Oden’s Hunt”. „The Allfather Awakens” nie jest żadnym wynalezieniem koła na nowo, ale dowozi. Trudno o słabszy punkt w tych piosenkach.

Jeśli jesteście szalikowcami Amon Amarth, na pewno polubicie się z tym albumem. To gotowy zestaw przebojów. Bez dwóch zdań sprawdzi się na październikowym koncercie grupy w Gliwicach.

Łukasz Brzozowski

(Metal Blade, 2026)

zdj. materiały zespołu

Bilety na koncert Amon Amarth oraz „The Allfather Awakens” w trybie przedsprzedażowym kupicie TUTAJ.

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas