„God Hates Us All” – ostatnie mgnienie świetności Slayera

Dodano: 09.09.2026
To właśnie na tym albumie Zabójca powrócił do mistrzowskiej formy… i zaraz potem ją zgubił.

Lata 90. nie były łatwym momentem dla Slayera. Po wydaniu wybitnego „Seasons in the Abyss” na początku tej dekady zaczęły się schody. Najpierw przyszedł niekoniecznie kochany przez fanów „Divine Intervention”, po drodze trafił się świetny album z coverami (ale przez wielu traktowany jako ciekawostka) „Undisputed Attitude”, a na końcu słuchaczom przyszło zmierzyć się z „Diabolus in Musica”. Ten materiał po dziś dzień uchodzi za jeden z najgorszych punktów w dyskografii Amerykanów i godny potępienia romans z nu-metalem – moim zdaniem niesłusznie, ale to drobiazg. W każdym razie Kerry King i koledzy musieli jakoś odzyskać zaufanie ultrasów. Stało się to dokładnie 11 września 2001 roku, gdy świat żył zamachami przeprowadzonymi przez Al-Ka’idę na terenie USA…

NU-METAL

Fani byli załamani, gdy 1998 roku za sprawą wspomnianego „Diabolus in Musica” załoganci z Los Angeles zaliczyli przygodę z nowoczesnym metalem. W sumie to po prostu z nu-metalem, ale wtedy jeszcze nie było to tak powszechne określenie. Jak pewnie pamiętacie, podczas trasy promującej właśnie ten album System of a Down zostali jako support obrzuceni pieczywem podczas koncertu w Polsce. Osobiście uważam ostatni krążek Slayera z XX wieku za bardzo udany, lecz rozumiem, dlaczego inni niekoniecznie. Kryptyczne brzmienie (ale nie takie jak na „Hell Awaits”), niski strój gitar i chuligańsko-zawadiacki groove jak chociażby w „Love to Hate” nie ma zbyt wiele wspólnego z brutalnością „Reign in Blood”. Na „God Hates Us All” dostajemy trochę jednego i drugiego. Thrashowy sprint czy punkowa intensywność mieszają się ze zdecydowanie bardziej rytmicznymi patentami godnymi muzyki gitarowej w czasach milenijnych. Obie rzeczy łączy jednak najważniejsze spoiwo: agresja. To ona stanowi oś tego 25-letniego albumu.

GNIEW

Lubię stawiać „God Hates Us All” obok „IOWA” Slipknota. To oczywiście różne płyty, ale obie oprócz momentu premiery (materiał Slayera ukazał się równo dwa tygodnie później) łączy uprawiana muzyka ekstremalna, bardzo na swój czas nowoczesna, lecz podana w najsurowszym wydaniu. W przypadku jednej i drugiej płyty muzycy brzmią, jakby chcieli rozszarpać słuchacza. Czy Slayer nagrywał w przeszłości szybsze rzeczy? Z pewnością. Czy brzmiał bardziej mrocznie? Bez wątpliwości. Ale takiego poziomu nieprzefiltrowanej wściekłości nie uzyskał nigdy wcześniej ani później. To podwójnie fascynujące, bo przy „God Hates Us All” dojeżdżali już do czterdziestki. Gdy w „Disciple”, czyli jednym z najlepszych utworów Zabójcy, Tom Araya z desperacją wykrzykuje tytuł krążka, nie pozostaje nic, tylko się przeżegnać. W takim „Threshold” morderczy groove rządzi przez blisko dwie i pół minuty, a zamykający „Payback” to już 120% wkurwu. Same bluzgi, same dzikie tempa, zero litości. Show no mercy, ale zupełnie nie „Show No Mercy”. Takiego Slayera kochamy najbardziej!

CO DALEJ?

Niedługo po premierze „God Hates Us All” Paula Bostapha zastąpił najważniejszy i najlepszy perkusista zespołu, czyli Dave Lombardo, wracający w szeregi Slayera po raz drugi. Wszystko wskazywałoby, że zyskana przez grupę energia połączona z powrotem wielkiego bębniarza poskutkuje samymi cudownymi rzeczami. Nic bardziej mylnego. „Christ Illusion” i „World Painted Blood” nie są niczym więcej ponad średnie/niezłe propozycje nawet z partiami Lombardo. Później Dave znowu odszedł, świat opuścił Jeff Hanneman, a w 2015 roku Zabójca wydał „Repentless” – absolutnie najsłabszą i najnudniejszą płytę, pod jaką kiedykolwiek się podpisali. Cztery lata później zakończyli karierę, a pół dekady później… znowu ją wznowili! Co prawda rzekomo tylko na koncerty i trzymam ich za słowo, by tak było. Slayera na żywo nigdy za wiele, Slayera studyjnie… No cóż – ani „Repentless”, ani solowy album Kerry’ego Kinga nie wyrywają z siedzenia. Na tym poprzestańmy.

„God Hates Us All” to ostatnia wielka płyta Slayera. Owszem, jest niedoskonała, zlewa się trochę w papę bliżej środkowej części, ale oferuje taki żar i takie ciosy, że trudno podchodzić do niej bez sympatii. Dziś obchodzi 25 lat, włączcie ją i pamiętajcie – BÓG NAS NIENAWIDZI.

Łukasz Brzozowski

„God Hates Us All” i inne albumy Slayera kupicie TUTAJ.

Ostatnie wpisy

08.09.2026

Kategorie

Obserwuj nas