Heaven Shall Burn są cenionym i uznanym zespołem w Europie czy za oceanem, ale w rodzimych Niemczech mają status bliski gwiazdom rocka – nie najgorzej jak na zespół z hardcore-punkowym etosem, prawda? To nic dziwnego, ich suchotniczy metalcore z podbiciem melodyjnego death metalu zapewnia zarówno łomot, jak i nośne sekcje, czyli wszystko, czego potrzeba. Przyjrzyjmy się kluczowym materiałom składu z Saalfeld.
TA PIERWSZA: „The Split Program” (Lifeforce)
Split z Caliban to pierwsze poważniejsze wydawnictwo Heaven Shall Burn – puszczone w świat dosłownie parę miesięcy przed debiutanckim „Asunder”. Wielu fanów jednej i drugiej grupy twierdzi, że pierwsza część „The Split Program” (druga powstała w 2005 roku) to najlepszy materiał obu składów. Nie zaskakuje mnie ta perspektywa. Niemiecki duet wybrzmiewa tu najsurowiej i najbardziej bezpośrednio w całej karierze. W przypadku części Heaven Shall Burn łatwo dostrzec też opatentowany autorski styl. Posłuchajcie sobie takiego „Suffocated in the Exhaust of Our Machines” – mamy tu masywne riffy godne Bolt Thrower, melodie przypominające o At the Gates, a jednocześnie oryginalność. Wszystkie te metalowe wpływy, te najcięższe sekcje są zanurzone w punkowym brudzie w sposób, w jaki wcześniej tego nie robiono. Jak wspomniałem – nic dziwnego, że spora grupa wielbicieli zespołu stawia rzeczony materiał na szczycie. Wspomniana wyżej druga część „The Split Program” również budzi podziw, ale sami wiecie… Pewnego poziomu dziczy z okresu młodzieńczego nie da się przeskoczyć.
TA NAJLEPSZA: „Deaf to Our Prayers” (Century Media)
Tych najlepszych długogrających płyt Heaven Shall Burn jest kilka. Mógłbym tu wrzucić równie dobrze „Iconoclast” czy nawet jeszcze nowszą „Veto” z 2013 roku. Zdecydowałem się jednak postawić na „Deaf to Our Prayers”, ponieważ traktuję ją jako domknięcie wczesnej ery niemieckiego zespołu – i to z przytupem. Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie tutaj dostajemy w pełni wykrystalizowany, esencjonalny styl grupy. Potężne brzmienie (jednocześnie wolne od grzechu przeprodukowania) spina w całość i bardziej zajadłe sekcje, i te segmenty, przy których idealnie macha się pięścią na festiwalach. Takie „Profane Believers” w świetny sposób łączy hymniczną naturę muzyki Heaven Shall Burn z jej surowszym rysem. Otwierający „Counterweight” to z kolei rozpędzony walec, który zgniata słuchacza, by przy przebojowym refrenie wznieść go ku niebu. Słabe punkty? Nie odnotowano. Co więcej, „Deaf to Our Prayers” było pierwszym materiałem podopiecznych Century Media, który trafił na listy przebojów – tuż po premierze wylądował na 65. pozycji najchętniej kupowanych płyt w Niemczech.
TA NAJNOWSZA: „Heimat” (Century Media)
Przy omawianiu „Deaf to Our Prayers” wspomniałem, że Heaven Shall Burn po raz pierwszy liznęło sławy. Teraz, dwie dekady później, są jednym z najbardziej rozpoznawalnych i popularnych zespołów metalowych w Niemczech. Nie jest to podyktowane wyłącznie dawnymi osiągnięciami, ponieważ najnowszy krążek, „Heimat”, był drugą najchętniej kupowaną płytą w tym kraju, gdy już się ukazał. To nic dziwnego. Swoje, częściowo, robi legendarny status Heaven Shall Burn, ale przede wszystkim ekstraklasowe numery. Ubrany w wielkie melodie metalcore brzmi tu tak dobrze jak zawsze, a w dodatku ma w sobie znacznie więcej groove’u niż poprzednie krążki grupy. Posłuchajcie tylko tego rozbujanego rytmu w „My Revocation of Compliance”, który znienacka przeskakuje w tryb deathmetalowy. Zwróćcie uwagę na melodyjno-deathmetalowy hit „A Whisper from Above”. Mimo ponad trzydziestu lat na scenie ten skład w ogóle nie traci formy.
Już 18 marca Heaven Shall Burn wystąpią w Polsce, a u ich boku zobaczymy supporty z najwyższej półki. Fani dawnego In Flames na pewno nie powinni ominąć recitalu The Halo Effect. Ktoś, kto kocha melodie w metalu śmierci, musi obczaić również The Black Dahlia Murder. Jeśli potrzeba wam z kolei pełnokrwistego death metalu, wieczór otworzy Frozen Soul. Takie wydarzenia to my rozumiemy.
Łukasz Brzozowski
zdj. Candy Welz