Adwokat diabła. Acid Drinkers – „Broken Head”

Dodano: 20.04.2026
Acid Drinkers to zespół-fenomen, funkcjonujący na pograniczu polskiego mainstreamu i sceny metalowej. Do tego mający w swojej dyskografii albumy, które odstraszają szanującego się metalowca, ale też takie, które z nieznanych chyba nikomu powodów nie zyskały należnego szacunku. Przykładem jest „Broken Head”.

Od śmieszków do poważnych metaluchów

Zacznę od tego, że Acidzi wpuścili do polskiego metalu sporo powietrza, luzu i – no, przyznajmy też to – infantylnego humoru (najbardziej przerażającą formę przyjął on w przypadku „jajcarskich” coverów). Sprawiło to, że odróżniali się od antyklerykalnego Kata, deathmetalowego Vadera i całych tabunów klonów tychże. Podejście zadziałało w wymiarze komercyjnym, gdyż zespół stał się jedną z najpopularniejszych formacji na polskiej scenie metalowej, ale czy taki sam efekt dało to na poziomie artystycznym? Tu głosy mogą być już mocno podzielone.

Osobiście uważam, że śmianie się z żartów wczesnych Acidów to coś, czego dorosły facet powinien się wstydzić. Tak jak przymierzania biustonoszy swojej żony czy słuchania rycerskiego heavy metalu. I chyba sami muzycy na pewnym etapie to pojęli. Na przełomowym „Infernal Connection” humor stanowił nieodłączny element muzyki, ale już w bardziej mrocznej, cynicznej formie.

Pełnym przełomem było jednak odejście Litzy, którego u boku Titusa, Ślimaka i Popcorna zastąpił Perła. Zespół najpierw nagrał z nim nierówne „Amazing Atomic Activity”, a następnie „Broken Head”. I właśnie tu stało się coś nie do końca docenianego przez fanów, ale najciekawszego w perspektywie całej dyskografii grupy.

Acidzi na poważnie

Nagle okazało się, że grupa śmieszków, która nagrała „Are You a Rebel?”, potrafi grać metal na poważnie. 

Nawet okładka jest tutaj inna: nie kadr z kreskówki czy zdjęcie wyrobu z działu mięsnego w koszulce z logo i koziołkiem z płyty Venom, ale coś wyglądającego jak fragment tajemniczej ryciny, co mogłoby znaleźć się równie dobrze na froncie któregoś albumu Paradise Lost czy jakiejś blackmetalowej formacji.

Zmieniła się jednak przede wszystkim muzyka. Śmieszkowy klimat został zastąpiony dziwną, kwaśną atmosferą, co zapewne było zasługą Perły.

Czas mijał i na „Broken Head” oraz „Acidofilia” mogłem sobie po prostu na więcej pozwolić. Okrzepłem w zespole, zdobyłem więcej zaufania i pisałem trochę bardziej w moim klimacie – mówił on po latach w wywiadzie dla portalu Kvlt.

A jakie to były klimaty? Wystarczy posłuchać nagrań Guess Why, drugiego (a właściwie pierwszego) zespołu gitarzysty. W jego twórczości przebijały się inspiracje Kyuss czy Toolem. Czyli już nie prostacki „traszyk”, ale granie na poważnie, psychodeliczne i neurotyczne.

W przypadku „Broken Head” to wszystko zostało doprawione stylem z „Infernala”, Slayerem czy „nową” Sepulturą, co świetnie pokazują choćby otwierający całość „Superstitious Motherfucker” czy „Don’t Go To Where I Sleep”. „A Rubber Hammer and a Broken Head” to zaś przecież sepulturowe „Biotech is Godzilla”. Tyle że w nowej odsłonie. Z kolei „El pecado” oferuje wędrówkę po umyśle kogoś nie do końca zrównoważonego. Tylko „Calista”, hit napędzany nośnym rockowym riffem, daje słuchaczowi nieco odetchnąć.

„Broken…” jako całość pokazało, że Acid Drinkers potrafiło być zespołem „na czasie” – śledzącym, co dzieje się w metalu przełomu wieków, i analizującym, co można z tego zaadaptować do jego stylu. Szkoda tylko, że ten okres w działalności grupy jest nieco niedoceniany – popularność przyniosło jej na nowo dopiero „Verses of Steel” i przede wszystkim potworek w postaci „Fishdick Zwei”. 

Jacek Walewski

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas