Pungent Stench zawsze podchodzili do death metalu trochę inaczej niż większość europejskich załogantów ze złotych lat gatunku. Wielokrotnie puszczali oko w kierunku słuchacza, byli nawet bardziej obrzydliwi od wielu kolegów po fachu, a do tego wpuszczali wiele różnych elementów, które jednocześnie nie zaburzały śmierćmetalowej tkanki muzyki. O co im biega?
SZKARADZTWA I PASKUDZTWA
W death metalu prawie od zawsze chodziło o eksplorację wszelkiej ohydy. Rozpruwane flaki bryzgające w każdym kierunku, łamane kości, zdeformowane zwłoki… Doskonale wiecie, o jaką estetykę chodzi. Kto nasłuchał się wszelkich historyjek rodem z horrorów od Autopsy aż po Cannibal Corpse, nie potrzebuje specjalnej introdukcji. Mimo tego nawet na tle tak hermetycznej konwencji Pungent Stench byli w stanie podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej. Może chodzi o wyjątkową wyobraźnię? Lub nad wyraz widoczną swobodę w operowaniu tymi kliszami? Coś, jakby wcielić się w kloszarda próbującego spreparować scenariusz pod film gore. Weźmy chociażby „Happy Re-Birthday”: „Całymi dniami poszukuję żarcia w śmietniku / W dupie mam, co mówią ludzie / Starzy odrzucili mnie jak szczura / Dlatego nienawidzę mamy i taty” – przyznajcie, że wielu podobnych graczy nie wyskoczyłoby z taką poezją. Albo taki fragment „Games of Humiliation”: „Pucuj podłogę i żryj moje gówno, mały żarłoczku / Nie zapominaj, że poczujesz bata, jeśli nie będziesz usłużny”. Sam konkret.
ŚMIERCIONOŚNY ROLLERCOASTER
Pungent Stench nigdy nie byli najbardziej finezyjnym zespołem na świecie. Wręcz przeciwnie: główną rzeczą, która kojarzy mi się z ich piosenkami, jest siermięga. Bębny brzmiące jak z kartonu, kwadratowe przejścia z jednego wątku w drugi… Siła Austriaków to świadomość tych mankamanetów. Wróćmy do wspomnianego „Games of Humiliation” – środkowa część tego numeru z pewnością rozczuli każde nadgniłe serce. Z jednej strony mamy niemal doomowy pochód sekcji rytmicznej, z drugiej atakuje romantyczna partia gitary akustycznej, a z jeszcze trzeciej odrażające ryki Martina Schirenca. Niby szereg nieprzystających do siebie pierwiastków – coś jak połączenie Nutelli ze śledziem – a jednak działa z pełnym urokiem. Ale w przypadku bardziej standardowych rozwiązań grupa również siecze bez zarzutu. Tutaj świetnie sprawdza się „Sick Bizarre Defaced Creation”, gdzie sprint jest podbijany i d-beatem, i slayerowym sprintem, i odrobiną mielenia pod Bolt Thrower. Z kolei w „Happy Re-Birthday” dostajemy pierwsze próbki death’n’rolla – akurat na dwa lata przed „Wolverine Blues” Entombed. Całość ozdabiają resztki grindcore’a, czyli powidoki z debiutu, i o to mamy przepiękną laurkę ubrudzoną juchą i ekskrementami.
NIE ZAPOMINAJCIE O UŚMIECHU
Humorystyczny akcent jest jedną z najważniejszych rzeczy w Pungent Stench. Wystarczy rzucić na tytuły utworów (czy samej płyty) i wszystko staje się jasne. „Splatterday Night Fever”, „Sputter Supper” lub wrzucone jako bonusy „Daddy Cruel” albo „The Ballad of Mangled Homeboys” z miejsca sugerują, że ci rzeźnicy nie podchodzą do siebie ze śmiertelną powagą. W wywiadzie dla „Chronicles of Chaos” z 2002 roku Martin Schirenc mówił jasno: „Sprawia nam to frajdę. Pisząc takie teksty, mamy wiele zabawy” – tłumaczy artysta. Dotyczy to także ich nieortodoksyjnych sesji zdjęciowych. – „Nie znoszę tych zwyklackich sesji zdjęciowych, gdzie zespoły stoją w swoich koszulkach i, nie wiem, gapią się w niebo. (…) Chcę widzieć obrazy, które zrobią na mnie wrażenie lub zszokują (…) – dodaje. Chyba właśnie w tym tkwi sekret wyjątkowości Pungent Stench. Nawet, jeśli korzystają z typowych dla gatunku środków, wykrzywiają je i deformują po swojemu. Nie każdy ma takie zdolności. Ci zwariowani Austriacy zdecydowanie mają.
– „W tej chwili jest tyle zespołów, że nikt nie tęskni za Pungent Stench” – czytamy w tym samym wywiadzie z Martinem udzielonym dla „Chronicles of Chaos”. Jak wiemy, nie do końca miał rację. Zespół rozlazł się w atmosferze kłótni, ale wciąż możemy usłyszeć te numery na żywo. Schirenc Plays Pungent Stench wystąpi w towarzystwie Macabre i Lasu Trumien 5 lipca w Hype Parku oraz następnego dnia w Hydrozagadce. Przygotujcie się na totalny zlew flaków i innych okropności. Nie będziecie zawiedzeni.