„The Satanist”, czyli perła w koronie Behemoth

Dodano: 14.07.2026
Każdy zespół potrzebuje swojej „kropki nad i” – materiału, który stanowi jego największe osiągnięcie. W przypadku pomorskiej Bestii tym dziełem jest album z 2014 roku.

Już przed „The Satanist” Nergal i spółka byli głównym muzycznym polskim towarem eksportowym. Jako pierwsi Polacy zadebiutowali na liście Billboard 200 za sprawą „The Apostasy”, a potem także „Evangelion”. Wydawać się mogło, że dobili wtedy do sufitu, zwłaszcza gdy chwilę później z chorobą nowotworową mierzył się lider grupy. Błąd. Najlepsze rzeczy czekały tuż za rogiem. Białaczka została pokonana, a sufit przebity z takim hukiem, że słychać go aż do teraz. 

WIĘCEJ LUZU

Behemoth miał wiele masek. Mniej więcej na etapie przełomowej „Sataniki” (która wbrew tytułowi nie ma wiele wspólnego z „The Satanist”) Gdańszczanie ruszyli ku wyścigowi zbrojeń. Wzbogacenie blackmetalowego trzonu twórczości o wyraźnie deathmetalowe inspiracje było dla nich odświeżeniem, a także początkiem kursu trwającego przez przeszło dekadę. Muzyka grupy stała się jeszcze brutalniejsza, naładowana blastami, intensywna do oporu i osaczająca do bólu. „The Satanist” przyniosło wyraźną korektę estetyczną. Bestia nie zmiękczyła się i nie poszła w pipczenie bez celu, za to wzięła głęboki oddech. Krążek sprzed dwunastu lat, mimo ekstremalnej podstawki, cechuje znacznie większa przestrzeń, kompozytorski rozmach, a przede wszystkim zróżnicowanie. Jeśli twoją płytę otwiera kłaniający się morbidowskim wzorcom „Blow Your Trumpets Gabriel”, a zamyka niemal zeppelinowski „O Father, O Satan, O Sun”, to wiesz, że zdecydowanie nie grasz na jedno kopyto. Behemoth nie grał, bo zamiast tego wyciskał z siebie wszystko, co najlepsze.

POWRÓT DO KORZENI

Można powiedzieć, że na swój sposób „The Satanist” nie jest pogonią za nowoczesnymi (na tamten czas) trendami, tylko wejściem w głąb siebie. Brzmi to pretensjonalnie jak nie wiem, ale przyjrzyjcie się płycie od tej strony. Wprowadzając więcej rozmachu (a co za tym idzie – emocji) i powietrza Behemoth znów zbliżył się do swoich blackmetalowych początków, jednocześnie w żaden sposób nie kopiując siebie z tamtej ery. Pogańskie inkantacje i niemal thrashowe zrywy znane z „Gromu” absolutnie tu nie występują, lecz towarzysząca im energia jest jak najbardziej słyszalna. Można powiedzieć, że Nergal – wówczas blisko czterdziestoletni – przefiltrował młodego siebie przez wrażliwość, którą miał, gdy pracował nad „The Satanist”. Efekt? Strzał w dziesiątkę, bo wyszło zupełnie szczerze, a jednocześnie bez utraty wigoru. Posłuchajcie tylko „Furor Divinus” – nawet głuchy dostrzeże tu pierwiastek drugiej fali black metalu. Ale właśnie, nikt nikomu nie czapkuje, nie wchodzi w cudze buty. Liczyło się to, co tu i teraz.

ŚCIEŻKA NA LATA

„The Satanist” to tak dobra i esencjonalna płyta, że z miejsca stała się klasykiem. Słuchana nawet teraz, 12 lat po premierze, nie trąci myszką, nie brzmi jak wyłącznie produkt swojego czasu. Może ktoś się wkurzy na takie stwierdzenie, ale nie będzie przesadą nazwanie jej blackmetalową lekturą obowiązkową, jeśli chodzi o ostatnie półtorej dekady. Nic więc dziwnego, że zapoczątkowaną na niej stylistyczną drogą zespół podąża aż do teraz. Jasne, albumy od „I Loved You at Your Darkest” aż do ostatniego „The Shit ov God” mają własną tożsamość, lecz sam Nergal nie ukrywa, że dzielą wiele wspólnego ze starszą poprzedniczką w kwestii aury, produkcji czy też rozwiązań kompozytorskich. Zupełnie akceptowalna i satysfakcjonująca opcja. Każdy z nas, gdyby nagrał taki krążek, pewnie by do niego referował. Nie trzeba chyba też dodawać, że materiał z 2014 roku katapultował Behemoth na niewyobrażalne dla blackmetalowców poziomy popularności. Jak pokazał czas, nie była to jednorazowa akcja. Pomorzanie do tej pory nie oddali miejsca na tronie.

Na pewno usłyszymy utwory z „The Satanist” już 25 października, w Spodku, gdzie Behemoth zagra co-headlinerski koncert z Dimmu Borgir i Dark Funeral w roli wsparcia. Ten zespół właśnie na żywo powala najmocniej, a katowicki występ będzie największym w jego karierze. Nie omińcie tego. Historia rodzi się na naszych oczach.

Łukasz Brzozowski

Bilety na koncert Behemoth i Dimmu Borgir kupicie TUTAJ.

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas