Poznajmy się: Cro-Mags

Dodano: 10.07.2026
Czy jest zespół, który lepiej oddawałby klimat Nowego Jorku lat 80., a jednocześnie apokaliptyczny strach tamtych czasów niż Cro-Mags? Mimo że narosło wokół nich wiele kontrowersji, to obecny skład oraz współczesne dokonania muzyczne wydają się bardzo ustatkowane. Rzadko można spotkać kapelę hardcore punkową, która trzyma taki poziom po ponad czterech dekadach grania. Ekipa Harleya Flanagana udowadnia, że jest wyjątkiem potwierdzającym regułę.

No właśnie, Harley Flanagan. Motor napędowy Cro-Mags. Jego ikoniczny look, wściekłe partie basowe i niepodrabialny wokal świadczą o ówczesnej, ale też współczesnej sile zespołu. Nikt wcześniej nie blendował tak hardcore punka i metalu, zwłaszcza thrashu. Wystarczy zresztą spojrzeć na ich historię koncertową – na pierwszych trasach po Ameryce Północnej supportowała ich choćby Sepultura, a oni sami byli zapraszani na trasy z Megadeth czy Motorhead.

Wielu dzieli Cro-Mags na etapy z Johnem Josephem na wokalu i z Harleyem Flanaganem. Ja proponuję jednak inny podział. Poznajmy się z nimi lepiej.

TA PIERWSZA: „Before the Quarrel” (wyd. niezależne)

Technicznie pierwszym wydawnictwem Cro-Mags jest „The Age of Quarrel”, ale inauguracyjnymi nagraniami są właśnie te z „Before…”. To wiele surowsze wersje kawałków z debiutu, bardziej skierowane w stronę hardcore’a tamtych lat, ale zwiastujące już kierunek zespołu. W zasadzie to większość numerów z pierwszej płyty, choć bez wielkiego, otwierającego „We Gotta Know”. Interpretacje tych utworów z „Before…” są jednak zwyczajnie lepsze, zrobione na punkowym drivie, bardziej hałaśliwe i pozwalające jeszcze bardziej odczuć niepokój tamtych czasów – sama nazwa zresztą wywodzi się z sanskrytu Kali Yuga. Oprócz jeszcze surowszego wydania „World Peace”, wybijają się tu głównie „By Myself”, „Hard Times”, a „Survival of the Streets” i „Signs of the Times” są zdecydowanie lepszymi strzałami niż te z „oficjalnego” debiutu. Do tego można złapać tu bonusa pod postacią dwóch ostatnich kawałków, czyli „Everybody’s Gonna Die” i „Dub” – w końcu przeplatanie hardkora z reggae i dubem za sprawą Bad Brains było wtedy dosyć popularne.

TA NAJLEPSZA: Best Wishes” (Profile Records)

Choć fani Cro-Mags dalej spierają się, czy lepszy jest ten album czy może debiut, zawsze byłem w teamie „Best Wishes”. To pierwszy album, gdzie Harley przejmuje rolę wokalisty, odpowiada tu za wszystkie numery, a warto zaznaczyć, że każdy jeden jest absolutnym hitem. Nowojorczycy jeszcze bardziej podkręcili wpływy thrashu i popularnych wtedy na scenie hardcore wątków Hare Krishna. Jest to jeden z nielicznych albumów (zaraz obok dema Merauder z Eddiem Suttonem), który miał tak ogromny wpływ na gatunek. Szalone thrashowe riffy przeplatane z groove’em, który napędza cały nowy hardcore – a słychać to choćby u Higher Power, Mizery i Mindforce. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że to jeden z najlepszych albumów w historii crossover thrashu, a na pewno top 3 świata hardcore. Uwaga! Gwarantuję, że oszalejesz na punkcie tego albumu od pierwszego przesłuchania.

TA NIEDOCENIANA: “Harley Flanagan – Cro-Mags” (171-A Records)

Podobnie jak w wypadku timeline’u debiutu przypisanie tego albumu do którejś z Cro-Magsowych szufladek jest dość trudne. Płyta pod szyldem Harleya została wydana w 2016 roku, czyli jeszcze trzy lata zanim Flanagan uzyskał prawa do nazwy zespołu. Trudno jednak nie traktować tego albumu jako pełnoprawne wydawnictwo Cro-Mags. W końcu nie dość, że przewodzi temu Harley, to numery są na maksa w stylu, do którego nas przyzwyczaił w ramach kapeli. Choćby z racji nazewnictwa „Harley Flanagan – Cro-Mags” jest często pomijana, a zwiastuje nową erę formacji, kontynuowaną na płycie z 2020 i na nowych singlach z tego roku. No właśnie – nową? Wracamy tutaj do surowości i tempa z pierwszego krążka, bas jeszcze bardziej przeszywa, a Harley udowadnia, że jest jednym z ciekawszych muzyków i wokalistów sceny hardcore punkowej. Już od otwierającego „I Come In Peace” można poczuć ten vibe, który sprawił, że tylu z nas zakochało się w Nowojorczykach. Dalej tempo tylko przyspiesza, żeby eksplodować w „I’ll Fuck You Up”. Jak wspomniałem w przedmowie, wydawnictwo to jest idealnym przykładem na wysoki poziom Cro-Mags po tak długim czasie działalności. Gorąco polecam, bo brzmią tutaj, jakby wydano zagubione dema z lat 80.

Koncerty Cro-Mags z Harleyem w obecnej, sportowej formie to eksplozja energii – podobna do tej na okładce „The Age of Quarrel”. Na żywo nie zwalniają tempa, a stare hity przeplatane są nowymi numerami, które wcale im nie ustępują. Przekonaj się sam.

Igor Prusakowski

zdj. materiały zespołu

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas