„Jest, jak nie ma”. Wywiad z Fertile Hump

Dodano: 23.09.2026
Najbardziej wyluzowany polski zespół gitarowy powrócił z nową płytą, „Jazzpunk Superheroes”. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Fertile Hump. Nudy w niej nie ma.

Poprzednia płyta Fertile Hump ukazała się pięć lat temu. Na świecie zmieniło się od tamtej pory całkiem sporo, a u was?

Tomek Szkiela: Michał osiągnął „wiek przyzwolenia”. Prawdopodobnie w tym czasie miał pierwszy seks.

W trakcie nagrywania?

Michał Zawadzki: Nie, w trakcie przerwy pandemicznej! Ale w sumie… w trakcie nagrywania trochę też.

TS: Drugi pierwszy seks. Ja nie wiem, co się zmieniło – nie pamiętam, co działo się dwa dni temu. Ściąłem włosy i mi odrosły.

Magda Kramer: Mi się popsuł wzrok. Nie nosiłam okularów, a teraz noszę. 

TS: No i mamy nowy samochód. Szlachetną Dacię.

MK: Zmieniło się wszystko i nic. Wiesz, jak jest.

Dobra, a w zespole per se? Po „Jazzpunk Superheroes” słychać, że wy to wy, ale jest też trochę nowości.

TS: A tutaj to pojawienie się Michała zmieniło całkiem sporo. Wcześniejszą płytę nagrywaliśmy jeszcze z Myszkiem (Maciejem Misiewiczem, poprzednim perkusistą – red.). Potem Myszek odszedł i przez chwilę graliśmy we dwoje, ale okazało się, że wtedy strasznie się kłócimy. No i wyszło, że była przerwa w graniu. Ale potem pojawił się Michaś! Juhu!

Uważasz, Michał, że uniwersum Fertile Hump jakoś się dzięki tobie zmieniło?

MZ: Na pewno się zmieniło, ale nie wiem, w jaki sposób. Wcześniej mnie tam nie było, nie znaliśmy się. Może muzycznie jesteśmy trochę inni, ale wciąż tacy sami. 

MK: Dużą zmianą jest też to, że teraz gram na klawiszach, a nie gitarze, z którą trochę słabo mi szło. Organy są nowe, więc mogę na nich przeciętnie grać i nikt się nie obrazi.

Tych klawiszy jest zresztą całkiem sporo.

TS: 61 – licząc od lewej do prawej.

Jacy są wasi ulubieni superbohaterowie?

MK: Moim jest Tomek – mój Superbohater!

MZ: Będę basic i wybiorę Spidermana. Nie oszukujmy się, człowiek-pająk to absolutnie najlepsza z opcji.

TS: Mnie kręcą takie nowe odsłony filmów o superbohaterach, w których oni są tacy niedoskonali, jak w „The Boys” albo Rorschach w „Watchmen”.

Pytam o to, ponieważ wasza nowa płyta jest bardzo słoneczna, ale czy byłaby dobra jako ścieżka dźwiękowa do obserwowania losów superbohatera?

TS: Wątpię. W tytule nowej płyty chodzi po prostu o to, że my nie umiemy grać na instrumentach. No, może Michał umie. Ale jako komitywa – nie umiemy.

MK: Dlaczego tak mówisz? Przecież to jest świetnie zagrane! Ale też nie sądzę, żeby komuś chciało się ratować świat przy akurat tej płycie. Ona służy do tego, by usiąść sobie i odpalić piwko lub potańczyć. 

Magda poruszyła ciekawy temat, więc pociągnę go: gdy tworzyliście te piosenki, mieliście poczucie, że poprawicie nimi czyjś nastrój?

TS: Podoba mi się, że myślisz, że mieliśmy jakiekolwiek założenie przy tworzeniu tych piosenek.

MZ: Bardzo dalekosiężne myślenie. Kompletnie nie w naszym stylu.

TS: Poważnie: proces tworzenia tej płyty to chaotyczne machanie rękoma w przypadkowych kierunkach. Nie stoi żaden pomyślunek. Tytuł albumu doskonale to oddaje. „Jazz”, czyli granie niezrozumiałych dla nas nut i„“punk”, czyli granie ich nierówno. No i – mordo! – jesteśmy w to wybitni, stąd „superheroes”. 

To urocze, że tak sobie umniejszacie, bo ta płyta jest przecież uporządkowana i bardzo przyjemna. 

TS: To miłe, co mówisz. Jesteś kochany.

MZ: Wiadomo, że się do tego przyłożyliśmy – to chyba oczywista rzecz. Jednak działamy przy wszystkim impulsywnie. Nie brakuje nam dbałości o szczegóły, ale też nie stajemy na głowie. Podchodzimy do tego z luzem. 

Gdyby Fertile Hump postawiło na więcej planowania, stracilibyście swój urok?

TS: Wydaje mi się, że tak. Romantyzm sztuki powinien być trochę nieokiełznany i niezaplanowany, frywolny i chaotyczny. Gdy coś staje się zbyt dopieszczone i skalkulowane – zawsze traci w moich oczach. Mnie nawet cieszy ten nasz nieogar. Dzięki temu jesteśmy, jacy jesteśmy. Wiadomo, że odrobina uporządkowania idzie z wiekiem i doświadczeniem, a to już nasza któraś tam nagrana płyta. Być może dlatego nie wypadamy jak totalni amatorzy.

MK: Dokładnie. Ta muzyka jest taka, jacy my jesteśmy. Na co dzień mamy na głowie bardzo wiele rzeczy do ogarnięcia, dlatego piosenki piszemy na boku, trochę z doskoku. Nie mielibyśmy nawet czasu, by myśleć o tym więcej niż obecnie, dajemy się ponieść emocjom. Albo zmieniam pierwszą wypowiedź: jest, jak nie ma. Daj to jako tytuł, proszę!

To jakich emocji jest najwięcej na „Jazzpunk Superheroes”?

MK: Szczęścia i nieszczęścia.

TS: Frustracji i pogodzenia.

Pogodzenia z czym?

TS: Z różnymi rzeczami – na przykład ze starością. Pamiętaj, że Magda i ja nie jesteśmy dwudziestolatkami. Niesie to za sobą pewne konsekwencje, na przykład słaby słuch.

MK: Każde z nas podchodzi do tekstów w inny sposób. 

MZ: Sam nie wiem, o czym są te piosenki.

TS: O jednej wiesz, bo sam ją napisałeś.

MZ: Tak, ale poza tym to nic a nic. Wiem, o czym są bębny.

Aż boję się pytać, o czym są bębny.

TS: Michał, zatańcz Łukaszowi, o czym są bębny.

MZ: Bębny są o akcji i reakcji. 

TS: No właśnie: „akcja i reakcja”, jak „frustracja i pogodzenie”. Wracamy do punktu wyjścia. 

Brzmi sensownie.

TS: Podaję oficjalną wersję zespołu: płyta jest głównie o miłości, ale przede wszystkim o nienawiści. 

Czy tworzenie tego materiału dało wam dużo szczęścia, o którym wspomniała Magda, czy więcej irytacji?

TS: Bynajmniej. Dało nam znacznie więcej robaków i irytacji.

MK: Zależy od etapu tworzenia. Najwięcej szczęścia jest wtedy, gdy wpada ci do głowy jakiś tekst albo motyw do zagrania, a potem trzeba się tego nauczyć i przechodzimy do nieszczęścia. 

MZ: Na proces tworzenia tej płyty składało się bardzo wiele etapów. Niektóre były milsze, a inne – niekoniecznie. 

MK: To jeszcze raz zmieniam swoją odpowiedź na poprzednie pytanie – nowa płyta jest o niewygodzie.

TS: Podaję oficjalną wersję zespołu: płyta jest głównie o niewygodzie.

Tomek i Magda – czy kłócicie się mniej odkąd zespół działa znowu jako trio?

MK: Teraz życie to bajka. Odkąd mamy w zespole Michała, nie musimy już ze sobą rozmawiać. 

MZ: Bo jestem świeżym powiewem stabilności.

TS: Tak! (śmiech)

MK: Jeśli się kłócimy, to o Michała.

Czyli jesteście jak rozwiedzeni rodzice, którzy pragną przeciągnąć potomstwo na swoją stronę?

MZ: Może na początku się trochę starali.

TS: Teraz już się nie staramy. Bardzo chciałbym się jeszcze raz zaśmiać, ale nie mogę, bo mam pęknięte żebro i mnie boli.

Gdy porównacie sobie „Jazzpunk Superheroes” z waszym dziesięcioletnim w tym roku debiutem, uznajecie, że zrobiliście spory progres?

TS: Nie możemy podać odpowiedzi, bo nie mamy do tego dystansu. Dziwnie nam tak analizować własne piosenki i wyrokować. Po parunastu latach powinniśmy wiedzieć, co działa, a co nie. Powinniśmy być mniej spontaniczni, bo utracenie świeżości pozostaje zupełnie naturalną sprawą. Zagraliśmy już wszystko, dlatego wymyślenie czegoś ciekawego zajmuje nam więcej czasu, bo nie chcemy puszczać nudów w świat. Tak sobie mówimy, a potem i tak wszystko brzmi tak samo. (śmiech) Ała!

Ustalanie odpowiedzi w toku?

TS: Z jednej strony piosenki są mniej świeże – czyli gorsze, a z drugiej sprawniej wymyślone – czyli lepsze. Rozumiesz coś z tego? 

MK: Nie wiem, czy Łukasz kuma, ale ja się nie zgadzam.

Słucham kontropinii.

MK: Moja opinia jest taka, że pozostajemy tacy sami i nad niczym się nie zastanawiamy, co uważam za najfajniejszą rzecz. Robimy wszystko tak, jak czujemy. Odbiór ludzi to drugorzędna sprawa. Gdy ktoś opisuje numery Fertile Hump jako „dojrzalsze”, uśmiecham się, bo nie ma to z nimi nic wspólnego. 

TS: Już kumasz dlaczego się, kurwa, kłócimy? Słyszysz, co ona mówi? Wszystko zależy od tego, kto to ocenia. Jeśli na naszą muzykę wpadłby 15-letni fan trapu, uznałby ją za zabobon i archaizm. Z kolei dla mojego starego byłoby to za dużo, bo głośno i gitara świszczy.

Jak ocenia to wasze potomstwo?

TS: Mają WYJEBANE.

Byłeś fanem Fertile Hump, zanim dołączyłeś do składu, Michał?

MZ: Znałem może ze dwa kawałki, ale podobały mi się! Gdy gadaliśmy z Tomkiem po raz pierwszy o możliwości dołączenia do zespołu, byłem zaskoczony, że on gra w tym zespole.

Niedługo ruszacie w trasę z Wijem, więc na koniec pytanie: macie z nimi sporo wspólnego?

TS: Całe mnóstwo: bębny, gitarę i babsztyla na wokalu.

MZ: Do tego oczy, nos i uszy. 

Łukasz Brzozowski

zdj. materiały zespołu

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas