Na „Hymns from the Hills” wszystko jest większe niż przy poprzedniczkach. Niby nagrali wszystko sami, ale tym razem zmiksował im to Jonah Falco, a zmasterował Arthur Rizk – mający w CV współpracę m.in. z Kreator czy Blood Incantation. Niby styl pozostał zbliżony, ale wszystkie riffy wybrzmiewają potężniej, melodie są gęściej wyeksponowane, brzmienie monumentalne… Można by uznać, że Poison Ruïn doprowadzili swój schamiony, a przy tym melodyjny punk rock do grzeczniejszej formy, która nie odepchnie nieprzygotowanego słuchacza produkcją z komnaty. Niezależnie od tego, czy był to konformizm ze strony Amerykanów, efekty są wymarzone. Odświeżenie brzmienia i wyjście z jaskini to coś, czego potrzebowali, by wejść na kolejny poziom.

Ten kolejny poziom to ostateczne udowodnienie, że mimo przyciągającego odbiorców średniowiecznego gimmicku Poison Ruïn nie są zespołem, w którym forma broni się lepiej od treści. Mam wiele sympatii do wcześniejszych nagrań grupy – z największym naciskiem położonym na dwie pierwsze EP-ki – przy czym zaryzykowałbym stwierdzenie, że tak dobrych numerów Mac Kennedy wcześniej nie stworzył. Mimo tekstów traktujących o coraz silniejszej w dzisiejszych czasach apatii zespół robi wszystko, aby podnieść słuchacza na duchu. I znów – nie chodzi o rozbawianie, a o odrobinę nadziei. Ten klawisz pod Blue Öyster Cult w naładowanym wigorem „Lilly of the Valley” od razu budzi uśmiech. „Eidolon” zagrzewa do walki melodią bliską Mastodon i riffem cytującym „In Fear of Fear” Bauhaus. „Turn to Dust” rozczula hc/punkową nadgorliwością, a „The Standoff”… blastami i black metalem o kreskówkowym usposobieniu – zupełnie jak na najnowszym Powerplant. Ta płyta nie daje szans na wpadnięcie w letarg, a jednocześnie nie osacza. Widać, że profesjonaliści.
„Hymns from the Hills” wznosi podopiecznych Relapse Records ponad autorskie uniwersum punka w rycerskiej zbroi i pokazuje, że zakręt w stronę uniwersalności okazał się słusznym ruchem. Gdy już posłuchacie tego albumu, obsesja będzie kwestią chwili.
Łukasz Brzozowski
(Relapse, 2026)
zdj. Kat Bean