Uncle Acid & the Deadbeats – „Shapes of Midnight”. Znów ciężko, znów bardzo dobrze

Dodano: 11.08.2026
Po eksperymentalnym „Nell’ ora blu” Uncle Acid i załoga wracają do ciężarów. „Shapes of Midnight” to najbardziej zwarta płyta Brytyjczyków od dawna.

Gdy stacjonujący w Cambridge piewcy horroru i retro odmienianego przez wszystkie przypadki zadebiutowali dobrym „Vol 1”, a chwilę później przyłożyli jeszcze lepszym „Blood Lust”, trudno było o lepszy zespół w occultrockowej fali. Osiągnięcie tym większe, bo konkurencję mieli naprawdę sporą. Ich zamiłowanie do protometalowej riffizny, sięgającej od Black Sabbath po Uriah Heep, połączonej z popową słonecznością The Beatles nie było wynalezieniem kamienia węgielnego, natomiast obfitowało w świetne piosenki i styl będący czymś więcej niż powielaniem prehistorycznych wzorców. Przy późniejszych krążkach Uncle Acid & the Deadbeats nigdy nie spadli poniżej przyzwoitego poziomu, lecz już nie rozpalali zmysłów jak na samym początku. „Shapes of Midnight” ewidentnie zmienia tę tendencję.

Z każdym kolejnym krążkiem Anglicy robili się coraz lżejsi, a apogeum tego stanowiło „Nell’ ora blu”, czyli psychodeliczna ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego włoskiego horroru. Po takim wynalazku Kevin Starrs uznał, że najwyższa pora wrócić do gitar. Ale „Shapes of Midnight” nie jest tak dobra tylko ze względu na większe ilości przesteru, lecz dzięki dynamice i niespotykanej od dawna energii. Już od startu w postaci „House by the Grave” jest grubo, bo mroczna doommetalowa energia spotyka się z hardrockowym wigorem. Jeszcze lepiej prezentuje się utwór tytułowy, który początkowo brzmi jak kontynuacja „13 Candles” z „Blood Lust”, by z czasem przedzierzgnąć się w progrockowe monstrum pełne solówek i pęczniejącej atmosfery, którą można jeść łyżkami. A może macie ochotę na proto-punka w klimacie The Stooges? Takie wibracje przywołuje „Don’t Let It Control You”. Całość wieńczy zwalający się na głowę ciężar „Sleep No More. Jak finiszować, to z przytupem. 

„Shapes of Midnight” jest złotym materiałem. Ostatnio tak żywotnie Uncle Acid i spółka brzmieli przy „Blood Lust”, ale tu są zdecydowanie bardziej zróżnicowani, a w ich graniu przejawia się więcej swobody. Kawał płyty. Kto kocha retro, musi w to wjechać. Premiera już 18 września.

Łukasz Brzozowski 

(Killer Candy, 2026)

zdj. Karin Hunt

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas