Bo nie chodzi wyłącznie o nagrywanie rzeczy samemu, a o wykreowanie osobnego uniwersum. Sekretem sukcesu projektów, które omówię poniżej, jest autorski styl i zero ograniczeń. Czasami to może zacząć się od żartu, a w innych wypadkach od jasno nakreślonej wizji na swoje rzemiosło. Grunt, by efekt był nie z tej ziemi, a w przypadku tych przyjemniaczków – jak najbardziej jest. Wszyscy w najbliższym czasie dadzą klubowe koncerty w naszym kraju, a dwójka z nich (Carpenter Brut oraz Master Boot Record) wystąpi także na nadciągającej edycji Mystic Festival w Gdańsku. Jeśli jeszcze ich nie znacie lub mało o nich wiecie, to macie świetną okazję, by nadrobić zaległości. Zanurkujmy w ten świat!
PRZYJEMNE WYPADKI
Carpenter Brut to niezły szczęściarz. Pochodzący z Poitiers Franck Hueso wystartował z działalnością pod tym szyldem trochę dla żartu, a trochę z miłości do muzyki z kultowych horrorów Johna Carpentera. Dzięki temu został jedną z absolutnie najważniejszych gwiazd synthwave’u, a teraz – blisko 15 lat po wystartowaniu działalności – wciąż postrzega się go jako kluczową postać nurtu, do spółki z Perturbatorem. Mimo że jaskrawy, oparty na kwaśnych syntezatorach i ścianie dźwięku styl Francuza jest pieczołowicie opatentowany i rozpoznawalny z kilometra, Hueso nie robi wszystkiego z matematyczną precyzją. – Nie mam dokładnie opracowanego stylu pracy, więc zawsze daję sobie przestrzeń na „przyjemne wypadki” – opowiadał w tegorocznym wywiadzie dla ReGen Magazine. Jak na człowieka podchodzącego do komponowania luźniej, niż można by przypuszczać, Carpenter Brut zachwyca spójnością i niezmiennie wysokim poziomem piosenek. Może to cyberpunkowe, horrorowe uniwersum jest po prostu źródłem nieograniczonej inspiracji?
BLACKMETALOWY ZAWRÓT GŁOWY
Jednoosobowe projekty blackmetalowe nie są niczym nowym. Znamy to już od czasów Burzum, czyli od początku lat 90. Jednak Lamp of Murmuur jest innym zjawiskiem niż wiele podobnych mu propozycji. Dziecko M., artysty stacjonującego w Los Angeles, przeszło tyle metamorfoz w niespełna dekadę, że nawet składy o znacznie dłuższym stażu dostałyby zawrotu głowy. W tym przypadku ciągła potrzeba modyfikacji jest jednak uargumentowana bardzo udanymi materiałami. Twórczość tego wiecznie płodnego anonima pokazuje, jak szeroko rozciąga się blackmetalowe spektrum estetyczne. Początkowo muzyk obierał kierunek na atmosferyczne podejście do nurtu, nierzadko skrzyżowane z dungeon synthem. W dalszej kolejności postawił na ekspansję epickich melodii. Jeszcze później ubrał black metal w szaty rocka gotyckiego. Za sprawą albumu „Saturnian Bloodstorm” oddał hołd stylowi Immortal z okolic „At the Heart of the Winter”. Koniecznie sprawdźcie też jego najświeższy krążek, „The Dreaming Prince in Ecstasy”, czerpiący z wyklętej, symfonicznej formy gatunku.
MUZYKA Z KOMPUTERA
Tytuł tego akapitu nie jest tanią prowokacją, tylko oddaniem stanu rzeczy. Projekt Victora Love’a był anonimowy, ale szybko przestał – nic dziwnego. Jeśli wydajesz blisko 20 materiałów w ciągu 10 lat (z czego ponad połowa to krążki długogrające), ludzie prędko zaczną się tobą interesować. Mimo że przedziwne i jazgotliwe utwory Master Boot Record tworzy człowiek, mamy do czynienia z muzyką nieludzką – podaną bez instrumentów, zagraną i skomponowaną na komputerze o procesorze 486DX-33MHz-64MB. Co z tego wychodzi? Same wspaniałe dziwactwa. Love miksuje dosłownie wszystko: chiptune (czyli muzykę stylizowaną na gry wideo z lat 80.), mroczne obrzeża synthwave’u, elementy neoklasyki, industrialny metal, a do tego EBM czy aggrotech. Początkowo możecie pogubić się w tym gąszczu aspiracji i inspiracji, ale gdy dacie sobie czas na stopniową konsumpcję Master Boot Record, szybko się zakochacie. Żeby było ciekawiej, Victor jest mistrzem w ekspresowym komponowaniu muzyki. Jak wspomniał w serii „Ask Me Anything” na Reddicie, stworzenie piosenki zajmuje mu ledwie kilka godzin.
PO CO KUPOWAĆ INSTRUMENTY?
Master Boot Record tworzy metal na komputerze, a Author & Punisher idzie krok dalej, bo buduje własne instrumenty. Wszystkie wyglądają imponująco, a przy tym trochę strasznie – trochę jak jednoosobowa forteca wyciągnięta rodem z drugiej części „Mad Maxa”. W zupełności spaja się to z jego stylem: przytłaczającym, ciężkim, a jednocześnie trudnym do prostej klasyfikacji. – Zacząłem tworzyć własne instrumenty, ponieważ nie mogłem uzyskać satysfakcjonująco ciężkiego brzmienia, korzystając z dostępnych urządzeń elektronicznych – tłumaczył szef przedsięwzięcia, Tristan Shone, w rozmowie z Noisey sprzed ośmiu lat. – Jestem inżynierem mechanikiem (…), a w wieku szkolnym grałem w różnych zespołach, jako gitarzysta lub basista. Czułem równie mocną pasję do tworzenia muzyki, jak i inżynierii – dodawał artysta. Pasja to słowo-klucz. Te osaczające słuchacza kompozycje z przecięcia drone’u, doom metalu, industrialu oraz wszystkiego dookoła brzmią jak mentalna i fizyczna harówka. Obcowanie z Author & Punisher potrafi być wyczerpujące, ale katartyczne. Czyż nie o to chodzi w sztuce?
Co człowiek, to metoda. Zakładanie zespołów to oczywiście świetna sprawa i gwarancja wielu przygód, ale jeśli jesteście gotowi zrealizować swoje wizje sami – nie bójcie się tego. Carpenter Brut, Lamp of Murmuur, Master Boot Record i Author & Punisher dowodzą, że przy odpowiednim samozaparciu da się nagrywać wszystko w pojedynkę. Do zobaczenia pod sceną!