Adwokat diabła: Kreator – „Renewal”

Dodano: 11.02.2026
Powracamy do naszego cyklu dot. niedocenionych albumów w dyskografiach znanych zespołów. Tym razem na ruszt trafia „Renewal” Kreator – czy ta płyta to jedna wielka pomyłka, czy może wręcz przeciwnie: jedno z najciekawszych wydawnictw niemieckiego giganta?

Z Kreatorem jest podobnie jak z Metalliką czy Megadeth. Zespół zaczynał jako jeden z protoplastów thrash metalu, nagrał klasyki tego gatunku, ale dziś po prostu odcina kupony od dawnej sławy. No bo jak zestawić ze sobą ostatnie single grupy z tym, co ta nagrała na pierwszych czterech albumach!

Na pierwszych dwóch krążkach Mille Petrozza i towarzyszący mu muzycy stworzyli podwaliny pod coś, co dziś nazywa się teutońskim thrashem. Na „Terrible Certainty” eksperymentowali z bardziej technicznym graniem. „Extreme Aggression” to zdaniem wielu szczytowe osiągnięcie zespołu – właściwie owoc wszystkich wcześniejszych jego doświadczeń: pokaz brutalnego thrashu, który jednocześnie nie jest już prostą łupaniną, ale też jest na swój sposób… przebojowy.

Kolejna w dyskografii „Coma of Souls” lekko rozwodniła ten ostatni efekt, choć nadal nie doszło tu do zdrady metalowego etosu. Najgorsze dla konserwatywnych fanów miało nadejść.

Nowy Kreator

W latach 90. wiele formacji metalowych starało się stworzyć siebie na nowo. Metallica podążyła w stronę stadionowego metalu, Megadeth melodyjnego heavy metalu i radio-friendly thrashu. Nawet Slayer zaczął eksperymentować z nową formułą, zapraszając do grona fanów słuchaczy hardcore’a. Anthrax postanowił podążyć śladami kolegów i nagrał najbardziej przebojową płytę w swojej dyskografii.

Wyjątki oczywiście były. Testament siłował się z kolegami ze sceny deathmetalowej za pomocą „Low”, Demonic” i „The Gathering”. Sodom nadal grał swoje (z lekkimi modyfikacjami, ale nadal mając w nosie radio i fanów grunge’a).

Co zaś w tym czasie robił Kreator. Tu robi się najciekawiej! Mille Petrozza rozpoczął rok 1992 (płyta miała premierę 1 stycznia) podzieleniem się z fanami muzyką z „Renewal”. I nie poszedł ani ścieżką wydeptaną przez Metallikę i Megadeth, ani swoich kolegów ze sceny z Sodom. Zaczął mocno eksperymentować.

Już riff otwierający album pokazuje, jak wiele się zmieniło. „Winter Martyrium” napędzają zimne, zmechanizowane gitary, momentami marszowa perkusja.  W tle coś piszczy i skrzypi. Petrozza śpiewa inaczej – bardziej melorecytuje, brzmi niczym polityczny agitator, a nie metalowy krzykacz. Dopiero w środkowej części, gdy numer się rozkręci, fani mogą na chwilę poczuć się bardziej komfortowo.

Dalej jednak muzycy nie mają dla wielbicieli „Coma of Souls” litości. W największym przeboju z płyty – nagraniu tytułowym – nadal towarzyszy nam industrialna atmosfera. Choć tym razem to nie tyle zasługa samej muzyki, co brzmienia: gitary brzmią tu ciężej, wokal momentami tak jakby został przetworzony przez jakiś studyjny efekt. Całość ma charakter kreatorowego hymnu, ale z nowej epoki.

Większość materiału jest właściwie oparta na tych schematach: industrialnych gitarach, przefiltrowanym wokalu, wszystko to poprzetykane motywami jakby wziętymi z „Coma…” – tyle że zgadzają się tylko nuty, brzmienie jest bardziej zimne i mechaniczne.

Do tego dochodzą „smaczki” z muzyki industrialnej: dźwięku uderzenia w blachę w „Brainseed” nie powstydziłoby się Einstürzende Neubauten, środkowa część „Karmic Wheel” mogłaby zostać odsprzedana Das Ich, zaś miniaturka „Realitätskontrolle” została niemal na pewno podkradziona Nine Inch Nails.

Całość sprawia wrażenie trudniejszej w odbiorze niż wcześniejsze wydawnictwa kwartetu. O ile te bywały najczęściej wypełnione thrashowymi hitami, które szybko zapadały w pamięć, tak „Renewal” wymaga już większego skupienia, wyłapywania smaczków, które muzycy pochowali dla wytrwałych.

Eksperyment, który nie wypalił?

„Renewal” rozpoczęło okres eksperymentalnych albumów Kreatora. Kolejne płyty – „Cause for Conflict”, „Outcast” i „Endorama” – również zasługują na uwagę, każda z innych powodów. 

Nagle zespół powrócił jednak na początku XXI w. do stylu z „Coma…”, który następnie ewoluował w stronę wackenmetalowego koszmaru. Dziś niemal nie powraca w czasie koncertów do materiału z najbardziej kontrowersyjnego rozdziału swojej biografii.

Dlaczego tak się stało? Czy próba stworzenia przez Kreator czegoś nowego, bo tym było komponowanie materiału na „Renewal”, się nie powiodła? Zdecydowanie nie! Obok klasycznych albumów zespołu, to właśnie płyty z lat 90. są najciekawsze w przepastnej dyskografii Niemców. Po prostu przebija przez nie miłość do muzyki, szukania w niej czegoś nowego. Pozostaje żałować, że ostatnie ponad dwie dekady to już okres pójścia przez Petrozzę na łatwiznę.

Jacek Walewski

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas