Doskonale pamiętam, z jakim przyjęciem spotkało się „Jeszcze nie mamy na was pomysłu”. Po zdecydowanie bezpieczniejszym i gremialnie okrzykniętym jako fajnym „I iść dalej” nikt nie przygotował się na taki strzał. Słuchacze przywiązani do blackmetalowych tradycji byli niezadowoleni. Ci z bardziej otwartymi głowami, którzy mimo wszystko czekali, aż Gruzja się wywróci, bo tak bardzo irytowała internetową prezencją – z radością obwieszczali upadek. Z kolei za ich plecami wyrosła inna grupa fanów, często nawet niezwiązanych na co dzień z metalem, lecz polską muzyką alternatywną, którzy zachwycali się tym albumem. Słowem: w 2019 roku drugi krążek quasi-blackmetalowców z południa Polski polaryzował od góry do dołu.
BLACK METAL? TO NIE MY!
Przez zdecydowaną większość kariery Gruzja odżegnywała się od black metalu. Oddajmy głos Stawroginowi, który w wywiadzie dla „Teraz Rocka” z 2023 roku mówił następująco: „Osobiście absolutnie nie uważam, żeby Gruzja miała cokolwiek, kiedykolwiek wspólnego z black metalem. I bardzo mnie to cieszy, że nie miała, bo poza kilkoma przypadkami kondycję tej sceny w Polsce uważam za przeciętną”. Tego typu deklaracje rzucane przez wielu artystów najczęściej są podyktowane kompleksami i nie znajdują pokrycia w muzyce, ale w przypadku tego składu jak najbardziej mają sens. O ile pierwsza płyta jak najbardziej wpadała do blackmetalowej szufladki, o tyle „Jeszcze nie mamy na was pomysłu” brzmi jak jej opuszczenie. Łatwo dostrzec to chociażby dzięki tekstom, w których Gruzini odpływają w abstrakcję czy fantazję rodem z prehistorycznego rodzimego post-punka (kłaniają się Lech Janerka oraz Maanam). Co najważniejsze doszło też do znaczącej zmiany w kwestii samej muzyki. Niepokorny kolektyw nie wyparł się black metalu w stu procentach, lecz korzystał z niego bardziej w kategorii jednego z wielu źródeł inspiracji, nie nadrzędnej części kompozycji.
ŻART, KTÓRY ZADZIAŁAŁ
Jak wspominają po latach sami zainteresowani, we wczesnym etapie działalności (obejmującym najpewniej również płytę, której poświęcony jest ten tekst) chodziło przede wszystkim o żart. To by tłumaczyło niezwykle wysoki współczynnik bycia edgy w wywiadach, zabawę w anonimowość na starcie oraz oczywiście podgryzanie prawie każdego w fejsbukowych postach. Co prawda nie każdy był z tego faktu zadowolony. Wystarczy wspomnieć chociażby niektórych muzyków z bardziej radykalnego black/deathmetalowego przyczółka, którzy ponoć grzecznie prosili Gruzinów o usunięcie jednego czy drugiego posta pod groźbą porachunków na pięści. Do tego doszło jeszcze parę innych występków, które w ramach bardzo wąskiego w naszym kraju ekstremalnego undergroundu doprowadziły do szeregu kłótni, wyzwisk, deklaracji o zakończeniu znajomości i innych takich bardzo dorosłych spraw. Czy było to mądre? Absolutnie nie, lecz metal dość często bywa głupkowaty i prowokatorski – niezależnie czy chodzi o ciosy wymierzane w konkretne grupy społeczne, czy kolegów z piaskownicy. Wspominam o tym tutaj, ponieważ właśnie w okolicach wydania„Jeszcze nie mamy na was pomysłu” tego typu internetowe docinki osiągnęły szczyt, a później ucichły. Czyżby ktoś tu wydoroślał?
WSZYSTKIEGO PO TROCHU
Najważniejsza jest jednak muzyka, a tej na drugim albumie Gruzji znajdziemy mnóstwo. Z jednej strony mamy więc tytułowy tryptyk (kumulujący najwięcej black metalu w zestawie), który w finale zaskakuje ukrytym coverem „Strzeż się tych miejsc” Klausa Mitffocha. Z drugiej strony pojawiają się podszyci punkiem i osobliwą melodyką „Królowie zwierząt”. Groove w sam raz pod koncerty oferuje wdzięczny do skandowania „800 zł”, a to przecież nawet nie są najbardziej intrygujące karty, jakie zespół ma w rękawie. „Kamera Dionizosa” – zaśpiewana niczym na apelu szkolnym, który poszedł w bardzo sprośnym kierunku – uosabia gorączkowy sen w postaci Justyny Steczkowskiej skrzyżowanej z nową falą. „Grues” brzmi jak zaginiony owoc sesji nagraniowych z „Your Eyes” Kultu. Niesione pulsem syntezatora „Niedostatkiem w piękny rejs” nie przypomina – mimo tytułowej sugestii – Krzysztofa Krawczyka, natomiast ma w sobie coś z lotu w kosmos godnego polskiego kina sci-fi z lat 80. Eklektycznych płyt wychodzi dziś mnóstwo, lecz korzystających z takich wzorców splecionych w jedno… Już niekoniecznie. Warto wspomnieć też o okładce. Według słów jednego z wokalistów, Limbo, obrazek przedstawia innego piosenkarza, wcześniej wspomnianego Stawrogina, który jako dziecko uszkodził uzębienie, spadając z roweru. Nie wiem czy to prawda, czy typowo gruzińskie jajcowanie, lecz chcę wierzyć, że właśnie o to chodzi.
CO DALEJ?
Mimo tego, że głupkowate deklaracje o graniu „pato black metalu” i szczekanie na ludzi z każdego rogu Gruzja ma za sobą, nie oznacza, że stracili wiele na dzikości. Jeśli nie widzieliście ich kiedyś na żywo, polecam. Jest to doświadczenie z gatunku dziwnych. Oprócz standardowego rockowo-metalowego arsenału, w postaci dwóch gitarzystów, basisty oraz perkusisty, mamy czterech wokalistów – każdy wyglądający jak wyciągnięty z innej kapeli, każdy lubiący dużo się ruszać i zaczepiać publikę. Upartego trzymania nogi na odsłuchu raczej u nich nie uświadczycie. Z kolei muzycznie formacja również się zmienia, fluktuuje. „Jeszcze nie mamy na was pomysłu” było początkiem tego, czym są do teraz, czyli zjawiskiem krzyżującym różne światy, bez zastanawiania się nad gatunkowymi prawidłami. Czasami wychodzi im to lepiej (na przykład na ostatnim, bardzo dobrym wydawnictwie „Koniec wakacji”), a czasami tak sobie – jak na stworzonej przez nich ścieżce dźwiękowej do gry „Priest Simulator”, która ukazała się jako album „Vulgator”. Nawet w ich post-ironicznym świecie bez zasad zdarzają się potknięcia, ale gdy już wchodzą na wysoki poziom, jest bardzo dobrze.
Obecnie Gruzini zajmują się promowaniem sztuki wysokiej, objeżdżając Polskę jako muzyczna część serii przedstawień „Termopili polskich” Tadeusza Micińskiego w reżyserii Jana Klaty. Tak, to ten sam, który zrobił identyczny manewr z Furią w ramach spektakli z „Weselem”. Koleś wie, co dobre w polskim metalu. Wy też wiecie? A może nie? Trudno stwierdzić, w końcu największym komplementem pod adresem Gruzji jest rzucane przez fanów „jebać Gruzję!”. Również będę miły, dlatego obwieszczam: jebać po stokroć!