Chelsea Wolfe – „The Dark”. Ciemność przekuta w ulgę

Dodano: 21.08.2026
To pierwszy solowy album, nad którym mroczna singer-songwriterka pracowała w pełni trzeźwa i pogodzona z własnymi demonami. Jak ma się do tego jego zawartość?

Po ukierunkowanym na elektronikę „She Reaches Out to She Reaches Out to She” Chelsea Wolfe postanowiła – według jej słów – wrócić do „starej siebie”. Nie oznacza to oczywiście nawiązywania do czasów chociażby „Apokalypsis”, ale raczej zbicia wszystkich elementów obecnych w jej muzyce od czasów „Abyss” aż do teraz. Do tego dochodzi także nowa twarz artystki – wolnej od używek i poukładanej ze sobą. Taki (jak na nią) pozytywny stan ducha i odpuszczenie zamiast ciągłej wewnętrznej szarpaniny mogłyby sugerować, że kalifornijska piosenkarka wymiękła, że ciężar emocjonalny jej piosenek nie kąsa jak kiedyś. Błąd. Przejrzystość umysłu Wolfe zaowocowała utworami zarówno pięknymi, jak też mrocznymi, a przede wszystkim zróżnicowanymi.

„She Reaches Out…” to bardzo udany materiał, ale na dłuższą metę klaustrofobiczny – stworzony do słuchania w odpowiednich chwilach, niezbyt uniwersalny. Nagrany wespół z Converge „Bloodmoon: I” powiewał nudą, a „Birth of Violence” miało momenty czarujące, lecz całościowo tonęło w braku konkretu. „The Dark” wydaje się być przeciwieństwem kilku poprzednich materiałów Amerykanki, bo znacznie mocniej przyciąga słuchacza i skuteczniej działa jako zestaw piosenek. Już na starcie jest ciekawie. W „The Cold” dostajemy balladowe snuje z americanową podkładką, przy czym już na przykład „Seethe” czaruje altrockowym magnetyzmem niczym z najlepszych lat PJ Harvey. Indiefolkowego „I’m Not There” nie powstydziłaby się sama Phoebe Bridgers, a „Turn the Key” brzmi jak pomysły Chelsea z przełomowego „Hiss Spun”, lecz w bardziej eterycznej, lżejszej formie. Artystka żongluje pomysłami bez najmniejszego problemu i w ogóle się w tym nie gubi. O to chodzi.

Nie znamy się jeszcze zbyt dobrze, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że „The Dark” to najlepsza Chelsea Wolfe od blisko dekady. Tak przyciągająca nie była od bardzo dawna. Będę słuchał, wracał i z jeszcze większą niecierpliwością czekał na grudniowy występ artystki w Progresji. Te nowe piosenki świetnie klikną w konfrontacji koncertowej.

Łukasz Brzozowski 

(Loma Vista, 2026)

zdj. Magdalena Wosińska

Bilety na koncert Chelsea Wolfe kupicie TUTAJ.

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas