„Nigdy przedtem nie byliśmy tak jakościowi”. Wywiad z Aura Noir

Dodano: 29.10.2026
W przyszłym roku wydają nowy album i są black/thrashowymi legendami. Legendą jest też ich gitarzysta, Czral – oprócz Aura Noir znany także między innymi z Ved Buens Ende czy DHG. Z muzykiem rozmawiamy o podejściu do komponowania, muzykalnej rodzinie i byciu sobą.

Jesteś sentymentalny?

To chyba zależy od nastroju, sprawa nie jest zerojedynkowa…

To niech będzie, że w obecnym nastroju.

Wciąż – trudne pytanie. Wydaje mi się, że prawie każdy bywa sentymentalny. Możemy się oszukiwać, ale im starsi jesteśmy, tym mocniej nas to dopada. Stanowię tego najlepszy przykład. Żyjemy w dziwnym świecie, więc normalnym jest, że szukamy od niego jakiejś formy odskoczni.

Próbujesz powiedzieć, że sentymenty pozwalają nie myśleć o tym, jak niepokojące jest życie w dzisiejszych czasach?

W każdych czasach. Kiedyś świat też był pojebany, ale w inny sposób. Nigdy nie było idealnie. Jeśli ktoś uważa inaczej, to chyba padł ofiarą nadmiernego sentymentalizmu. Uważam, że nie ma po co blokować swoich emocji czy wspomnień, lecz warto zachować w tym umiar. Najważniejszym jest skupianie się na tym, co tu i teraz. Jeśli zbyt częste wycieczki do przeszłości, stają temu na drodze, warto by je ograniczyć. Gdy stawiasz na teraźniejszość, masz pełną lub prawie pełną kontrolę nad tym, co robisz. W świecie muzyki to szalenie istotna sprawa.

Bardzo trzeźwy punkt widzenia.

Po prostu nie widzę innej opcji. Musisz zaakceptować minusy tego świata. Oczywiście możesz też wziąć sprawy w swoje ręce, protestować, próbować obalić zastany porządek, ale niestety nie mam ku temu predyspozycji. Nie żeby jakoś strasznie ciągnęło mnie w tym kierunku, lecz nawet gdyby tak było, nie dałbym rady. Właśnie dlatego koncentruję się na najistotniejszych dla mnie rzeczach i nie pozwalam im wymknąć się spod kontroli.

Zapytałem o sentymenty, ponieważ na tegorocznych letnich festiwalach odgrywaliście „Black Thrash Attack” od początku do końca. Przyznam, że nie spodziewałem się po was tego ruchu.

Nie zastanawialiśmy się nad nim zbyt długo. Uznaliśmy, że nie za długa seria koncertów z tym albumem na sztandarze będzie zdecydowanie fajnym doświadczeniem – zwłaszcza z naszymi obecnymi umiejętnościami i w obecnym składzie. Kristian (Valbo – przyp.red.) wykonuje zawodową robotę i wnosi te kawałki na zupełnie nowy poziom. Jesteśmy z tego powodu bardzo zadowoleni. Nigdy przedtem nie byliśmy tak jakościowi! Dzięki tym atutom oparcie setu prawie wyłącznie na piosenkach z „Black Thrash Attack” to sama przyjemność. Same dobre wspomnienia.

Widziałem was w tej konfiguracji na tegorocznym Brutal Assault. Z reguły gdy kapele o tak długim stażu odgrywają albumy napisane w latach młodości, robią to wolniej, bez tej chamskiej ikry, ale u was nie zauważyłem tego problemu.

Dziękuję, chociaż widzę to jeszcze inaczej. Kiedy „Black Thrash Attack” się ukazała, graliśmy te kawałki, niemal stojąc na palcach. Ledwo dawaliśmy sobie z nimi radę – jako gnojki mieliśmy z tym ogromny problem.

Ale chwilę wcześniej premierę miał debiut Ved Buens Ende, a to dużo trudniejsza muzyka…

Tak, dlatego granie jej sprawiało jeszcze więcej problemów. (śmiech) Wracając do Aura Noir – możliwość odegrania swoich starych rzeczy bez żadnych problemów i z pełnym poczuciem kontroli to naprawdę fajna sprawa. Dzięki temu jesteś w stanie ugryźć te prehistoryczne kawałki pod nieco innym kątem, a przede wszystkim cieszyć się tym, nie cierpieć.

Co jeszcze dzięki temu zyskujecie?

Bardzo dużo energii. Jesteśmy w stanie zagrać numery z nawet większą werwą, bo nie sprawiają nam one żadnego problemu. Kiedyś nie było to takie oczywiste, ale obecnie wspaniale się bawimy, grając koncerty.

Wspomniałeś o Kristianie Valbo, więc prosto z mostu – kto jest lepszym perkusistą: on czy ty w złotych latach?

Uważam, że jesteśmy inni. Kristian jest od nas o generację młodszy, więc na swój sposób przejął pałeczkę po mnie i Apollyonie. Powiedziałbym, że jego styl to mikstura tego, co obaj robiliśmy w przeszłości, tylko że idealnie wyważona. Poza tym koleś gra w zupełnie odmiennej lidze. Jest niesamowicie utalentowanym i przede wszystkim pracowitym muzykiem. Gdy akurat nie siedzi za zestawem, to słucha płyt, dzięki którym może wznieść się jeszcze wyżej jako bębniarz. Rzadko widuje się kogoś tak zajaranego tym, co robi. Posiadanie kogoś takiego w swoich szeregach to skarb. Poza tym Apollyon i ja nigdy nie byliśmy perkusistami na 100%, bo zawsze robiliśmy tysiąc innych rzeczy dookoła. Zakładam, że po prostu bardzo szybko się nudzimy, będąc skupionymi wyłącznie na jednym instrumencie. Jego ten problem nie dotyczy.

Granie na przynajmniej kilku instrumentach w swoim zespole było domeną wielu klasyków skandynawskiej ekstremy w latach 90. – niezależnie, czy rozmawiamy o was czy o In Flames. To kwestia edukacji muzycznej, na którą kładzie się u was większy nacisk niż gdziekolwiek indziej w Europie?

Podejrzewam, że to kwestia braku edukacji muzycznej. (śmiech) Odkąd pamiętam, interesowało mnie sprawdzanie się w różnych aspektach tworzenia muzyki, a że miałem sposobność, by tego próbować, z niczym nie zwlekałem. Czy jestem lub byłem w lekkim spektrum? Kto wie, nie jest to niemożliwe. (śmiech) Z drugiej strony uważam ten brak cierpliwości za coś dobrego i przede wszystkim pobudzającego kreatywność.

W wywiadzie sprzed paru lat powiedziałeś, że zawsze bliżej było ci do gitary niż do perkusji. Nieźle mnie to zaskoczyło, biorąc pod uwagę, w jakich tempach i z jaką lekkością zasuwałeś na „Necrosis” czy „Supervillain Outcast”…

Jest w tym jakieś ziarno prawdy, mimo że nigdy nie czułem się lepszym gitarzystą niż perkusistą. Ale jeśli mam być szczery, najbardziej lubię grać na basie. Uważam, że najlepsze, co jak dotąd zrobiliśmy z Aura Noir, to ostatnia płyta, ponieważ przejąłem na niej obowiązki basisty. Nigdy wcześniej nie nagrywało mi się tak lekko i przyjemnie!

No tak, basista ma dużo mniej partii, na których może się wykrzaczyć.

Nie tylko o to chodzi. Linię basu jest dużo prościej dopasować do wokalu i muzyki w ogóle. Z gitarą, będącą tym dominującym instrumentem, rzeczony proces bywa strasznie mozolny. Oczywiście obecnie znów skupiam się na gitarowych rzeczach, ale to, że u swojego boku mam Blasphemera, ściąga ze mnie wiele presji. Koleś jest absolutnie wybitnym ekspertem i osobą odpowiedzialną za fundamenty złożone pod mnóstwo kawałków Aura Noir. Jak widzisz, możesz być chaotyczny do oporu, wystarczy otaczać się dobrymi ludźmi!

Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z dziwną muzyką, która od razu wpadła ci w ucho?

Z dziwną muzyką… Nie pamiętam, ponieważ mogło być to tak wiele rzeczy. Pochodzę z bardzo artystycznej rodziny. Mój ojciec był muzykiem i aktorem, wykonywał różne rzeczy na wielu scenach. Mama gra na gitarze i jest piosenkarką. W takich warunkach nie dawało się nie poznawać artystów z najróżniejszych światów – od Boba Dylana po bardziej gitarowe rzeczy czy też muzykę poważną. W trakcie dorastania szprycowano mnie także folkiem, w który bardzo się wkręciłem, głównie za sprawą rodzicielki. We wczesnej dorosłości zwariowałem na przykład na punkcie rumuńskiego folku. W związku z tym próbuję też powiedzieć, że pierwszą piosenkę w życiu, usłyszałem, będąc na świecie ledwie kilka dni.

Długo polegałeś na rodzicach jako dostawcach nowych dźwięków?

Mniej więcej do 13. roku życia. Później zacząłem poznawać dużo więcej rzeczy na własną rękę, grzebiąc w każdym możliwym źródle. Pierwszym samodzielnie złapanym zespołem, który mnie rozwalił, był Motörhead. Mój znajomy miał w domu pakiet promocyjnych taśm z takimi strzałami jak „Overkill” czy „Ace of Spades” na stanie. Byłem absolutnie oczarowany, gdy mnie to uderzyło bez żadnych oczekiwań. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś podobnego.

Chyba w twoim rodzinnym domu nie słuchało się rocka, prawda?

Raczej nie. Moi rodzice byli hipisami, więc czasami odpływali w bardziej psychodeliczne rejony, ale nigdy nie słuchali agresywnej muzyki. Po prostu jej nie kumali. Woleli zdecydowanie bardziej folkowe rzeczy, singer-songwriterów… Gdy wsiąkłem w ekstremę, mama i tata byli w niezłym szoku. Zwłaszcza mama. Nasze preferencje kulturowe są zupełnie inne. Kiedy puściłem jej Venom, nie mogła wytrzymać. Pytała mnie: „Co to za hałas?! Ludzie słuchają tego dla frajdy?!”. Naprawdę to do niej nie docierało. Ale na Metallikę spojrzała łaskawszym okiem. Co więc zrobiłem? Przestałem słuchać Metalliki. Chciałem być na przekór wszystkiemu, a zwłaszcza swoim rodzicom. Normalna sprawa w okresie dojrzewania.

Te „psychodeliczne rejony”, jak to nazwałeś, zawsze przewijały się w twojej twórczości.

Coś w tym jest. Oczywiście to normalne, że mnóstwo muzyki, której słuchałem w dzieciństwie, odcisnęło na mnie piętno mniej lub bardziej świadomie. Poza tym moja mama ma bardzo eklektyczny gust, więc nie słuchaliśmy w domu kilku płyt na krzyż.

Skoro mama ma eklektyczny gust, ale nie znosi metalu, co myśli o muzycznych poczynaniach syna?

Nie gadamy o nich zbyt intensywnie. Powiedzmy, że podoba się jej z kilka numerów, które stworzyłem na przestrzeni lat, ponieważ od biedy można uznać je za ballady.

Słyszałem, że w przyszłym roku światło dzienne ujrzy nowy album Aura Noir – w końcu!

Taki jest plan. Obecnie mamy na stanie dziewięć nagranych numerów, a w grudniu złapiemy się na kolejną sesję, by dopisać jeszcze dwa lub trzy kolejne. Sam proces przebiega niesłychanie gładko, ponieważ Kristian jest już stałym członkiem zespołu i w 100% odpowiada za partie perkusji. Nie masz pojęcia, jak bardzo nas to odciąża.

Łukasz Brzozowski

zdj. NecrosHorns (1), Ben Zodiazepin (2)

Ostatnie wpisy

Kategorie

Obserwuj nas